Decyzja o umorzeniu zapadła 29 maja. - Powodem jej podjęcia było niewykrycie sprawcy przestępstwa. Wyczerpaliśmy czynności dowodowe - informuje Marcin Kozak, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie. Czy to oznacza definitywny koniec tej sprawy? - Jeśli pojawią się nowe fakty i dowody, możemy do niej wrócić - dodaje.
Przypomnijmy, że chodzi o głośną kradzież 66 elementów wyposażenia kokpitu samolotu odrzutowego TS-11 o numerach bocznych 1607, który w 2024 Miastu Dęblin podarowało wojsko. "Iskra" to jeden z symboli historii polskich Sił Powietrznych, samolot rodzimej konstrukcji, który przez dekady służył szkoleniu polskich pilotów.
Gdy maszyny te zostały wycofane z eksploatacji, w Dęblinie pojawiły się inicjatywy budowy pomnika zawierającego charakterystyczny, oryginalny kadłub samolotu. Podarowany egzemplarz miał służyć właśnie do tego celu, zdobiąc wybrany przez samorząd skwer w centrum miasta. Jego oprzyrządowanie miało zostać wcześniej wymontowane, a dochód z jego sprzedaży (mówiono o kwocie 200 tys. zł) zasilić kasę miasta. Tak się jednak nie stało. "Zegary" i agregat faktycznie zniknęły, ale ich demontażu dokonano bez wiedzy i zgody miejskich władz.
O tym, że podarowana "Iskra" nie jest kompletna te dowiedziały się przypadkiem, w maju zeszłego roku, gdy samolot z Muzeum Sił Powietrznych, gdzie był przechowywany, trafił do Wojskowych Zakładów Lotniczych. Jego pracownicy mieli odnowić maszynę lakierując ją na oryginalny, srebrny kolor. To właśnie oni zwrócili uwagę na brak wyposażenia kokpitu, o czym poinformowali dębliński magistrat.
Informacja z WZL mogła zaskoczyć burmistrza, Romana Bytniewskiego, bo ten na biurku miał już wtedy wykonany przy okazji odbierania samolotu ze wspomnianego muzeum protokół z adnotacją "bez uwag". Dokument ten podpisała jedna z urzędniczek Ratusza, pracownica wydziału oświaty, która najprawdopodobniej nie była ekspertką w budowie samolotów odrzutowych.
Gdy wyszło, że elektroniki o wysokiej wartości faktycznie brakuje, burmistrz powiadomił służby. Śledztwo w sprawie kradzieży najpierw prowadziła Żandarmeria Wojskowa, a następnie wydział do spraw wojskowych Prokuratury Rejonowej w Lublinie. Przesłuchano 67 świadków i ustalono, że kradzież faktycznie miała miejsce. Doszło do niej pomiędzy 31 lipca 2024 roku, a 15 maja 2025 roku. Co się stało z wymontowanymi częściami - do dzisiaj nie wiadomo. Nikt, łącznie z wojskowymi, jak i pracownikami MSP, nie przyznał się do winy.
Co ciekawe, mimo tego, że od umorzenia minęły już ponad dwa tygodnie, o takiej decyzji Miasto Dęblin nie zostało jeszcze poinformowane. - O wszystkim dowiadujemy się z mediów. Jestem ciekawy, jakie jest uzasadnienie tego umorzenia. Osobiście mogę powiedzieć, że ja tej decyzji nie rozumiem - mówi nam zaskoczony takim obrotem sprawy burmistrz Dęblina, Roman Bytniewski.

Komentarze