Uparci urzędnicy kontra brutalna rzeczywistość
Zapewnienie dachu nad głową osobom kryzysie bezdomności to ustawowy obowiązek miasta. Chełmski ratusz od lat ceduje to zadanie na dwa doświadczone podmioty: Towarzystwo Pomocy im. św. Brata Alberta (prowadzące schronisko przy ul. Wołyńskiej) oraz stowarzyszenie MONAR (placówka przy ul. Kąpieliskowej). Współpraca układała się stabilnie aż do grudnia zeszłego roku, kiedy to urzędnicy postanowili drastycznie zacisnąć pasa.
W ogłoszonym konkursie miasto zaoferowało 48 złotych za dobę pobytu jednego podopiecznego. Stowarzyszenia do procedury nie przystąpiły. Choć realny koszt szacowały na 56 zł, w imię dialogu były gotowe zejść do 50 złotych. Ratusz pozostał jednak głuchy na te argumenty i w styczniu bezlitośnie powtórzył konkurs na identycznych, niespełniających realiów rynkowych warunkach finansowych. Efekt? Ponowny bojkot ze strony organizacji i narastający pat, który głośno krytykowała lokalna opozycja.
Kością niezgody okazały się zaledwie dwa złote różnicy na osobie. Dla urzędu to ułamek promila w budżecie, dla schronisk – być albo nie być w dobie galopujących cen żywności i energii.
Dopiero 30 stycznia 2026 roku z magistratu "popłynął" biały dym. Urzędnicy ugięli się i zaakceptowali kompromisową stawkę 50 zł, rozpisując kolejny, trzeci już konkurs.
Zima minęła, paragrafy zamarzły
Wygrany konkurs okazał się jednak dopiero początkiem biurokratycznej odysei. Choć na stole leżało porozumienie, urzędowe procedury zaczęły ciągnąć się w nieskończoność. Minął luty, marzec, kwiecień, a stowarzyszenia wciąż nie miały w rękach podpisanych dokumentów.
Dla placówek, które pod swoim dachem przez cały ten czas gościły potrzebujących, oznaczało to drastyczne problemy z bieżącym utrzymaniem:
- Brak funduszy na opłacenie bieżących rachunków za media,
- Problemy z hurtowym zakupem żywności i środków higienicznych,
- Konieczność finansowania opieki z darowizn lub prywatnych oszczędności.
Urzędnicy w toku debat na komisjach uspokajali, że umowy będą obowiązywać z mocą wsteczną od 1 stycznia, więc „pieniądze nie przepadną”. Zapomnieli jednak, że schroniska nie funkcjonują w wirtualnej rzeczywistości i nikt nie sprzeda im chleba na obietnicę przyszłego przelewu z ratusza.
Finał na komisji. Pieniądze (w końcu) w drodze
O przedłużający się skandal i brak finansowania dla bezdomnych upomniał się na jednej z ostatnich komisji Rady Miasta Chełm radny Łukasz Krzywicki. Wtedy też poznaliśmy oficjalną wersję magistratu.
Dorota Betka, dyrektor Departamentu Spraw Obywatelskich UM Chełm, poinformowała, że dokumenty wreszcie opuściły urzędnicze biurka i zostały przekazane stowarzyszeniom do podpisu. Urząd zadeklarował też, że gdy tylko podpisane egzemplarze wrócą do ratusza, płatności zostaną uruchomione w trybie natychmiastowym.
Formalnościom ostatecznie stało się zadość i umowy zostały sfinalizowane. Choć schroniska mogą w końcu odetchnąć z ulgą, niesmak pozostał. Ponad cztery miesiące oczekiwania na realizację prostego zadania własnego gminy to jaskrawy dowód na to, jak urzędnicza opieszałość potrafi uderzyć w najsłabszych.


Komentarze