Jak doszło do tego, że pojechał pan na mistrzostwa świata w tańcu?
- Przed mistrzostwami świata odbyły się kwalifikacje w Polsce. Miały one miejsce w Tychach. Tam zebrali się wszyscy tancerze w Polsce, którzy chcą pojechać na takie finały. Działa to jak normalny konkurs, a na finały w Hiszpanii jechały osoby, które otrzymały wymaganą ilość punktów. Zająłem pierwsze miejsce w kraju zdobywając tytuł mistrza Polski. Finałowy konkurs w Hiszpanii jest bardzo prestiżowy, bo tam można rywalizować z najlepszymi tancerzami świata. Impreza ma wielu sponsorów i obserwuje go wiele instytutów tańca, choreografów czy nauczycieli. Oni obserwują uczestników, a na koniec można zdobyć ciekawe stypendia do różnych zagranicznych szkół. Na konkursie jest też dużo warsztatów, gdzie jesteśmy obserwowani przez jury. Podczas konkursu udało mi się zdobyć trzy stypendia. Pierwsze kieruje mnie do szkoły tańca współczesnego w Londynie. Drugie dotyczy Holandii, gdzie również jest szkoła tańca współczesnego. Ostatnia możliwość to wyjazd do Londynu do jeszcze innej szkoły tańca współczesnego. Nie trzeba dodawać, że takie szkoły sporo kosztują, więc możliwość bezpłatnej nauki w nich nawet przez tydzień czy dwa są dla mnie znakomitą okazją do rozwoju
Czy spodziewał się pan takich sukcesów?
- Nie. Już jadąc na polskie kwalifikacje nie spodziewałem się, że mogę coś wygrać. Bardziej chciałem po prostu spróbować sił na tle najlepszych tancerzy w Polsce. Mistrzostwo Polski dało mi trochę wiary w siebie, ale bardziej cieszyłem się z możliwości udziału w najbardziej prestiżowym konkursie na świecie. Kiedy stałem podczas ogłoszenia wyników, to nie spodziewałem się, że stanę na podium. To jeden z większych sukcesów w moim życiu.
Kto przygotowywał pana do zawodów?
- Do tańca współczesnego przygotowywała mnie Anna Struk, a do baletu Paulina Pielach-Boryca. Uczęszczam do Studia Tańca Grawitan w Lublinie. Jestem tam uczniem od kilku lat i to właśnie pod okiem moich dwóch pań pedagog rozwijam się i jeżdżę na konkursy.
Pana tata jest świetnym sędzią koszykarskim. Jak on reagował na pana pasję, tak przecież daleką od basketu?
- Tata świetnie się w tym odnalazł i czuję od niego, jak i od mamy olbrzymie wsparcie. To dzięki moim rodzicom mogę się rozwijać. Są dla mnie olbrzymim wsparciem zarówno finansowym, jak i mentalnym. Mogę przyjść do nich z każdym problemem. Warto też wspomnieć, że wyjazd ze „Studia Tańca Grawitan” został współfinansowany przez firmę „Szkoltex Daniel Sochacki” oraz Województwo Lubelskie w ramach programu „Z dumą wspieramy sport”. Bardzo dziękuję za te pomoc.
Jakie są pana plany na dalszą karierę?
- Rozwijam się w przekazywaniu wiedzy. Przyszłość dużo pokaże, ale właśnie aspekt bycia trenerem czy choreografem daje mi dużo satysfakcji. Mogę przez ludzi przekazywać daną informację czy problem. Mam nadzieję, że ta ciężka praca zaprowadzi mnie w fajne miejsca w Polsce czy poza granicami kraju.

Komentarze