Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Nowe kursy na trasie Lublin-Płowizny. Przewoźnicy biją na alarm: boimy się monopolu

Mieszkańcy gminy Konopnica od dawna narzekali na coraz mniejszą liczbę połączeń z Lublinem. Teraz kursów przybyło. Problem w tym, że część z nich została wyznaczona zaledwie kilka minut przed odjazdami innych przewoźników. Prywatne firmy obawiają się, że w ten sposób mogą zostać wypchnięte z rynku. ZDiTM odpowiada: najważniejsze jest zapotrzebowanie mieszkańców.
Nowe kursy na trasie Lublin-Płowizny. Przewoźnicy biją na alarm: boimy się monopolu

Autor: Kamil Piwowarczyk

Mieszkańcy: z Lublina do Marynina coraz trudniej

Problem z komunikacją na tym odcinku nie pojawił się jednak wraz z uruchomieniem dodatkowych kursów. Mieszkańcy przekonują, że od dłuższego czasu obserwowali stopniowe ograniczanie oferty.

- Od dłuższego czasu przewoźnicy stopniowo zmniejszali liczbę kursów przez nasze miejscowości - mówi jeden z mieszkańców.

Chodzi przede wszystkim o odcinek od kościoła w Konopnicy w kierunku lotniska w Radawcu.

Jak relacjonuje, zdarzało się, że osoby próbujące dojechać z Lublina do Marynina dowiadywały się od kierowców, że dany kurs nie pojedzie przez przejazd kolejowy w Maryninie, ale „obwodnicą”, czyli drogą wojewódzką nr 747.

Dla pasażerów oznaczało to nie tylko zmianę trasy, ale przede wszystkim ograniczenie możliwości bezpośredniego dotarcia do poszczególnych miejscowości.

„Tak blisko, a jednak daleko”

O problemach z komunikacją mówią również osoby korzystające z połączeń pomiędzy Lublinem, Bełżycami i okolicznymi miejscowościami.

- Pochodzę z Bełżyc, tam mam rodzinę, znajomych, a także miejsca pochówku bliskich na cmentarzu. Dojazd stanowił ogromne utrudnienie – opowiada jedna z mieszkanek.

Jak dodaje, na busa relacji Opole Lubelskie - Lublin, przejeżdżającego przez lotnisko w Radawcu, a następnie Marynin, trzeba było czasami czekać godzinę, a nawet dwie.

- Jednego razu musieliśmy jechać po dłuższym oczekiwaniu z Bełżyc do Konopnicy pod kościół, a następnie autobusem linii 85. Tak blisko, a jednak daleko - podkreśla.

Dla mieszkańców dodatkowe kursy mogą więc oznaczać poprawę sytuacji, z którą zmagali się od dłuższego czasu.

Przewoźnicy: wycofywaliśmy się z Marynina nie bez powodu

Prywatni przewoźnicy wskazują jednak, że sytuacja jest bardziej skomplikowana.

Jednym z powodów ograniczenia kursów przez Marynin były problemy związane z zamykaniem przejazdu kolejowego. Przy sztywnych rozkładach jazdy miało to bezpośrednie przełożenie na czas pracy kierowców.

- Przez długie oczekiwanie na zamkniętym przejeździe kolejowym wypadaliśmy z rozkładu. Niejednokrotnie rogatki były zamknięte nawet przez 20 minut. Każde takie opóźnienie miało wpływ na realizację kolejnych kursów, a przecież obowiązują nas przepisy dotyczące czasu pracy kierowców. Za ich przekroczenie podczas kontroli grożą nam ogromne kary - mówi jeden z prywatnych przewoźników.

Jak tłumaczy, w tej sytuacji przewoźnicy nie mieli dużego pola manewru.

- Konieczne były zmiany w składanych do Urzędu Marszałkowskiego rozkładach jazdy, w tym także przebiegu tras. Nie było wyjścia - słyszymy.

Teraz sytuacja się odwróciła. Jeden z przewoźników zwiększył liczbę kursów na trasie Płowizny-Lublin przez Bełżyce i Radawiec, kierując swoje autobusy również przez odcinek w rejonie Marynina, z którego wcześniej część firm ograniczała lub wycofywała połączenia.

I właśnie tutaj pojawia się największy konflikt.

Kilka minut różnicy

Przewoźnicy zwracają uwagę, że nowe kursy niejednokrotnie pojawiają się w rozkładzie zaledwie kilka minut przed ich własnymi odjazdami.

- Obawiamy się, że taka częstotliwość, pięć, dziesięć minut przed naszymi kursami, spowoduje wyeliminowanie nas z rynku i pozostawienie jednego przewoźnika, monopolisty decydującego o cenach i dogodnych tylko dla siebie godzinach - mówi jeden z przedsiębiorców.

Jego zdaniem problemem nie jest sama większa liczba kursów.

Przewoźnicy chcieliby przede wszystkim, aby dodatkowe połączenia nie prowadziły do sytuacji, w której dotychczasowi operatorzy stracą pasażerów w stopniu uniemożliwiającym im dalsze funkcjonowanie.

- Dotychczas pasażerowie, w oparciu o zdrową konkurencję, mieli wybór - podkreśla przewoźnik.

To właśnie ryzyko ograniczenia konkurencji jest dziś jednym z głównych argumentów prywatnych firm.

ZDiTM: mieszkańcy potrzebują większej liczby połączeń

O stanowisko w sprawie zwiększenia liczby kursów zapytaliśmy ZDiTM.

Zarząd tłumaczy, że podstawowym kryterium przy wyrażeniu zgody na zwiększenie liczby kursów było zwiększenie dostępności komunikacji dla mieszkańców miejscowości znajdujących się na trasie.

Urzędnicy zwrócili się również do Wójta Gminy Konopnica. Z uzyskanych informacji miało wynikać, że lokalna społeczność realnie potrzebuje większej liczby połączeń w kierunku Lublina.

Według przekazanych Zarządowi informacji istniejące połączenia - zarówno realizowane w ramach komunikacji miejskiej, m.in. przez linie 85 i 43, jak również w ramach FRPA i przez prywatnych przewoźników - nie były w stanie w pełni pokryć zapotrzebowania mieszkańców.

Dlatego ZDiTM uznał, że zwiększenie liczby kursów na trasie Lublin-Płowizny jest uzasadnione.

A co z istniejącymi połączeniami?

Wątpliwości przewoźników dotyczą także tego, w jaki sposób ZDiTM uwzględniał funkcjonujące już połączenia, w szczególności kursy w kierunku Opola Lubelskiego.

ZDiTM przekonuje, że nie można traktować wszystkich tych linii jako jednej trasy. Linia Lublin–Płowizny oraz połączenia Lublin-Opole Lubelskie, zarówno przez Chodel, jak i Poniatową, mają (zdaniem Zarządu) różne przebiegi, obsługują inne obszary i innych pasażerów.

Zarząd podkreśla również, że analiza sytuacji rynkowej przy wydawaniu lub zmianie zezwolenia nie może ograniczać się wyłącznie do sprawdzenia odstępów pomiędzy istniejącymi kursami.

Liczyć ma się przede wszystkim rzeczywiste zapotrzebowanie mieszkańców na przewozy oraz przewidywane zmiany w natężeniu ruchu pasażerskiego.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama