Marszałek Stawiarski zainwestował w tokeny Zondacrypto setki tysięcy złotych i rzekomo interweniował u wieloletniego szefa tej upadającej giełdy Przemysława Krala, żeby uratować własne środki.
- Środki, które w tym roku ulokowałem na platformie Zondacrypto, pochodziły z moich prywatnych oszczędności i ze sprzedaży nieruchomości. Wszystko znajduje odzwierciedlenie w moich oświadczeniach majątkowych. Wbrew doniesieniom niektórych portali, nie otrzymałem ani złotówki zwrotu z tych pieniędzy. Środki zostały u pana Krala, który oszukał mnie tak samo, jak tysiące innych osób. Mam nadzieję, że te pieniądze do nas wrócą. Nadzieje są niewielkie, ale trzeba je mieć. Chciałbym, żeby ta sytuacja nie rzutowała na województwo lubelskie. Moje prywatne inwestycje, naiwność i chęć zarobku nie mogą przesłaniać codziennej pracy Urzędu Marszałkowskiego - mówił Stawiarski.
62-letni polityk powtarzał, że wykazał się naiwnością.
- Zainwestowałem, a pan Kral oszukał mnie i kilkanaście tysięcy ludzi. Mam nadzieję, że poniesie za to surowe konsekwencje. Sprawa wokół Zondacrypto jest wykorzystywana do bieżącej walki politycznej. Jestem w tej sprawie osobą pokrzywdzoną. Po ogłoszeniu upadłości Zondacrypto złożyłem zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa oszustwa do Prokuratury Regionalnej w Katowicach. Kończę też pismo do syndyka masy upadłościowej przy sądzie w Tallinnie w Estonii. Wstępuję tam o zwrot środków, żeby zabezpieczyć swoje roszczenia - stwierdził marszałek.
Podchody Czarnka
Marta Wcisło, europosłanka Koalicji Obywatelskiej, pół godziny wcześniej przekazała, że poseł Przemysław Czarnek, lider PiS na Lubelszczyźnie i kandydat ugrupowania na premiera w wyborach parlamentarnych w 2027 roku, miał wśród radnych sejmiku województwa z PiS zbierać podpisy pod wnioskiem o... odwołanie Jarosława Stawiarskiego, kolegi partyjnego, ze stanowiska.
Trzeba wiedzieć, że odwołanie marszałka województwa z przyczyn innych brak absolutorium lub wotum zaufania grupa jest możliwe, kiedy grupa przynajmniej 1/4 radnych sejmiku złoży pisemny, uzasadniony wniosek. Po jego zaopiniowaniu przez komisję rewizyjną, sejmik rozpatruje go na kolejnej sesji, nie wcześniej niż po upływie miesiąca od zgłoszenia. Odwołanie wymaga większości co najmniej 3/5 głosów pełnego składu sejmiku w głosowaniu tajnym, a sukces wniosku automatycznie skutkuje dymisją całego zarządu województwa. W przypadku braku wymaganej większości, kolejną próbę można podjąć najwcześniej po sześciu miesiącach.
- Dowiaduję się o tym od dziennikarzy. Jeśli to prawda, oznacza to walkę polityczną także wewnątrz Prawa i Sprawiedliwości, a nie tylko między PiS a Koalicją Obywatelską. Nie miałem wiedzy o takich działaniach posła Czarnka. W sobotę wieczorem dowiedziałem się z mediów i od dziennikarzy o rzekomym zatrzymaniu. Straciłem wtedy wszelką chęć do życia. Każdy na moim miejscu by to zrozumiał - odpowiedział rozgoryczony Stawiarski.
Czyste sumienie marszałka
Afera wokół Zondacrypto dotyczy zarzutów dotyczących działania platformy jako piramidy finansowej, oszustw znacznej wartości, a przede wszystkim wyprowadzania i prania brudnych pieniędzy na kwotę sięgającą kilkuset milionów euro. Wielowątkowe śledztwo połączono dodatkowo ze sprawą tajemniczego zaginięcia założyciela giełdy, Sylwestra Suszka.
Służby ujawniły szerokie powiązania biznesu kryptowalutowego z politykami i przedstawicielami instytucji publicznych, co przełożyło się na serię głośnych zatrzymań. Do tej pory w ręce policji i CBA trafili między innymi Radosław Piesiewicz, prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego, wieloletni wspólnik i kluczowy partner biznesowy Suszka – Roman Ż., ujęty w związku z ryzykiem ucieczki z kraju, a także osoby z otoczenia biznesowego giełdy – Anna P., Jaromira W. i Rafał Z., wobec których sąd zastosował już trzymiesięczny areszt.
Marszałek Stawiarski został zapytany o to, czy żałuje współpracy Urzędu Marszałkowskiego z Polskim Komitetem Olimpijskim, którego prezes Radosław Piesiewicz już usłyszał dwa zarzuty w sprawie afery Zondacrypto.
- ZondaCrypto sponsorowała wiele podmiotów: Atalantę Bergamo, Juventus Turyn, AS Monaco, Raków Częstochowa, Lechię Gdańsk, Polski Związek Kolarski. Polski Komitet Olimpijski szukał środków po odcięciu finansowania ze spółek Skarbu Państwa. PKOl był ostatnią instytucją, która zwróciła się do ZondaCrypto o sponsoring - opowiadał Stawiarski.
Polityk przyznał, że poznał Przemysława Krala, ale nie ma do niego numeru telefonu. Dodał, że może przedstawić dokumenty, które poświadczą, że za wyjazd do Monako zapłacił z własnej kieszeni.
- Zapłaciłem za wyjazd swój i mojego dziecka. Jeśli zajdzie taka potrzeba, przedstawię stosowne dokumenty. Nie próbowałem kontaktować się prywatnie z panem Kralem, nie korzystałem też z żadnych pośredników. Działam tak jak 30 tysięcy oszukanych osób. Przypomina to sytuację z Amber Gold, gdzie ludzie całowali klamki. Nie podejmowałem żadnych działań kulisowych. Mam czyste sumienie. Zainwestowałem prywatne pieniądze i nie odzyskałem ani złotówki. O jakiej kwocie mówimy? Szczegółowe dane znajdują się w zawiadomieniu skierowanym do prokuratury - przekazał marszałek Stawiarski.
Kroki prawne
W sobotę 5 września marszałek Stawiarski oglądał na Arenie Lublin mecz Motoru. W tym samym czasie w ogólnopolskich mediach pojawiła się informacja, że miał zostać zatrzymany w śledztwie wokół afery związanej z Zondacrypto. TVN24 szybko ją jednak sprostował.
- Rozważam podjęcie kroków prawnych za rozpowszechnianie dezinformacji o moim zatrzymaniu. Jeśli zdecyduję się na drogę sądową wobec osób naruszających moje dobre imię, ewentualne zadośćuczynienie przeznaczę na cele charytatywne, na przykład na lubelską onkologię dziecięcą - zakończył Jarosław Stawiarski.

Komentarze