- Czy Lubelszczyzna jest jeszcze bezpieczna?
- Jest cały czas bezpieczna. A jej bezpieczeństwo będzie tylko wzrastało dzięki inwestycjom realizowanym przez Ministerstwo Obrony Narodowej i Polską Grupę Zbrojeniową.
- A jednak w narracji części opozycji linia obrony Polski miałaby rzekomo przebiegać na linii Wisły.
- To bardzo tani populizm ze strony opozycji. Trzeba nazwać go po imieniu. Został on zresztą obnażony przez wypowiedź prezydenta Nawrockiego we Włodawie. W symbolicznym dniu 17 września, mocno przeżytym przez mieszkańców ze względu na alarm i konieczność szukania miejsca schronienia, prezydent Polski zasugerował możliwość oddania części terytorium naszej ojczyzny. W internecie celnie komentowano, że pan prezydent Nawrocki mógłby oddać co najwyżej własną kawalerkę panu Jerzemu, a nie metr kwadratowy polskiej ziemi. Inwestycje realizowane w województwie lubelskim są dowodem na to, że obecność Wojska Polskiego i nakład na armię rosną i będą rosły. Jest na to bardzo dużo dowodów. Tego typu sprawy wymagają jednak czasu i lubią ciszę.
- Czy w Porcie Lotniczym Lublin powstanie baza śmigłowców? W 2024 roku obiecał ją minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz, a potem na dwa lata zapadła cisza. Ostatnio pojawiły się informacje, że umowa na bazę w Świdniku może zostać podpisana do końca 2026 roku.
- Byłem przy tym projekcie od samego początku. W marcu 2024 roku premier Władysław Kosiniak-Kamysz podpisał w Porcie Lotniczym Lublin list intencyjny w sprawie stworzenia bazy. Historia tej inwestycji miała różne momenty. Na początku okazało się, że teren obejmuje obszar Natura 2000 z kolonią słynnego susła. Wojsko uznało, że wolna przestrzeń nie może wymagać długotrwałego kompletowania dokumentacji. Działo się to jeszcze przed uchwaleniem specustawy zaproponowanej przez premiera Kosiniaka-Kamysza. Parlament ją przyjął, a prezydent podpisał. Sprawia ona, że kluczowe inwestycje dla bezpieczeństwa państwa są realizowane szybką ścieżką, bez zbędnej biurokracji. Gdy wojsko zrezygnowało z działek objętych Naturą 2000, nie porzuciło samych planów budowy bazy przy Porcie Lotniczym Lublin w Świdniku. Wskazano alternatywne nieruchomości: część na terenie lotniska, a część w zasobach Lasów Państwowych. Lasy Państwowe szybko i sprawnie przekazały swój teren wojsku. Problem pojawił się przy gruntach spółki. Port Lotniczy działa na podstawie prawa handlowego, a wojsko obowiązują odrębne przepisy. Powstała rozbieżność w wycenie nieruchomości między spółką a wojskiem.

- To był duży rozstrzał?
- Słowo „duży” jest relatywne. Dla jednego określona kwota będzie wysoka, a dla innego niekoniecznie. Generalnie chodziło o kilka milionów złotych. Trzeba było znaleźć rozwiązanie, żeby wojsko przejęło teren bez uszczerbku finansowego dla portu.
- I już udało się doprowadzić sprawę do końca?
- Tak. Rozważaliśmy wiele wariantów. Analizowaliśmy na przykład scenariusz, w którym wojsko różnicę zrekompensowałoby w inwestycjach samorządom będącym akcjonariuszami spółki. W końcu znaleźliśmy jednak optymalne rozwiązanie. Mogę potwierdzić, że jest ogromna szansa na przejęcie tej nieruchomości przez wojsko do końca 2026 roku. Podobnie jak w Kraśniku w przypadku fabryki amunicji, sam proces inwestycyjny przebiegnie znacznie szybciej niż etap przygotowawczy. Pozwala na to wspomniana specustawa autorstwa wicepremiera Kosiniaka-Kamysza.
- Co właściwie baza śmigłowców w Świdniku oznacza dla mieszkańców Lubelszczyzny? Czym dokładnie będzie? Dlaczego jest tak ważna w kwestii strategicznej?
- Po pierwsze, zwiększona obecność Wojska Polskiego w Polsce Wschodniej i na Lubelszczyźnie jest kluczowa dla poczucia bezpieczeństwa mieszkańców. Po drugie, to bardzo ważny sygnał gospodarczy. Mówiłem o tym na sesji plenarnej Parlamentu Europejskiego, a także przedstawicielom Komisji Europejskiej. Unijny Pakt dla Regionów Wschodnich jest niewystarczający. Propozycje przyspieszenia ścieżek administracyjnych czy zaliczkowania nie odpowiadają realiom naszego województwa. Przedsiębiorcy obawiają się inwestować na terenie województw lubelskiego czy podkarpackiego w sytuacji podwyższonego ryzyka i ciągłych alertów. Pojawia się zagrożenie odpływu kapitału. Rozmawiam z rodzimymi przedsiębiorcami. Widzę ich wahania. Inwestycja państwowa w wojsko i gospodarkę daje jasny sygnał: ten teren jest bezpieczny i chroniony. Baza śmigłowców to zresztą element całego systemu naczyń połączonych. Wojskowe Zakłady Lotnicze w Dęblinie są już centrum serwisowym dla silników czołgów Abrams. Pierwszym w Europie i trzecim na świecie. Będą tam również serwisowane silniki do śmigłowców Apache. Tworzy to logiczną całość: baza stacjonuje w Świdniku, a kompetencje i serwis zapewniamy w niedalekim Dęblinie. Skraca to logistykę i obniża koszty, co wzmacnia region gospodarczo.
- Gdzie w tej układance jest PZL Świdnik?
- Mieszkańcy i pracownicy Świdnika wiedzą, że baza będzie służyła zbazowaniu śmigłowców Apache. Serwis tych śmigłowców będzie po stronie WZL w Dęblinie. Natomiast PZL Świdnik funkcjonuje w ramach innego koncernu: Leonardo. Będzie się on starał chociażby o zamówienia na śmigłowce szkolno-bojowe dla Wojskowej Akademii Lotniczej.
- Czy w najbliższych latach poza bazą śmigłowców w Świdniku i fabryką amunicji w Kraśniku możemy spodziewać się innych inwestycji wojskowych na Lubelszczyźnie?
- Tak, Ministerstwo Obrony Narodowej i Sztab Generalny przeprowadziły szczegółowe analizy dotyczące lokalizacji dla nowych jednostek Wojska Polskiego w naszym województwie. Część 18. Brygady Zmotoryzowanej stacjonuje już w miejscowości Wólka Gościeradowska. Żołnierze przebywają w miasteczku kontenerowym, baza będzie rozbudowywana. Jest szansa, że kolejni żołnierze Wojska Polskiego będą stacjonować na terenie powiatu opolskiego.
- O, to ciekawy, palący temat.
- Wokół pierwotnej lokalizacji w Poniatowej narosło wiele kontrowersji. Burmistrz przekazał teren byłego obozu jenieckiego, gdzie znajdują się masowe groby. Z tego powodu wojsko zrezygnowało z tej konkretnej działki, ale nie wycofało się z planów ulokowania jednostki w powiecie opolskim. Po tej sytuacji, wspólnie z panem wicewojewodą Andrzejem Majem, zaczęliśmy szukać alternatywnych gruntów.

- Zatrzymajmy się jednak przy Poniatowej. Informacja o szczątkach ofiar II wojny światowej ogłoszona przez wicepremiera Kosiniaka-Kamysza spotkała się z krytyką ze strony posła Przemysława Czarnka, który domagał się dowodów. To miejsce jest całkowicie przekreślone pod inwestycje wojskowe?
- Działki wskazane przez burmistrza Poniatowej, gdzie znajdował się obóz jeniecki, są bezwzględnie wykluczone z jakichkolwiek inwestycji wojskowych. Instytut Pamięci Narodowej i Wojewódzki Konserwator Zabytków jednoznacznie potwierdzają obecność masowych grobów. Zresztą te tereny są przecież wpisane do gminnej ewidencji zabytków Poniatowej. Pan Paweł Karczmarczyk z PiS, burmistrz Poniatowej, bez cienia wątpliwości wiedział, z jak tragiczną historią wiążą się te tereny. Poseł Czarnek także o tym doskonale wie i wykazuje się cynizmem, typowym zresztą dla siebie. W tym obozie zginęło ponad trzydzieści tysięcy ludzi. Niezależnie od tego, w jakiej armii służyli ci żołnierze, żaden kraj nie postawi bazy wojskowej na szczątkach rozstrzelanych i zagłodzonych ludzi. To nie do pomyślenia. Prawo i Sprawiedliwość uprawia tu cyniczną manipulację. Wojsko w oficjalnej korespondencji do burmistrza wyraźnie zaznaczyło, że rezygnuje z tych konkretnych nieruchomości, ale nie z samej lokalizacji w powiecie opolskim. Ale po działaniach burmistrza Poniatowej i posła Czarnka rozpoczęliśmy rozmowy z samorządowcami z całego powiatu opolskiego. Naprawdę zależało nam, aby wojsko zostało w tym rejonie. Bardzo odpowiedzialnie do sprawy podszedł pan Karol Grzęda, wójt gminy Łaziska, a także pan Dariusz Piotrowski z PiS-u, starosta opolski. Dodatkowo zasugerowaliśmy wojsku dwa inne bardzo interesujące tereny na Lubelszczyźnie.
- Gdzie konkretnie?
- W Łukowie i w Biłgoraju.
- Jak wojsko przyjęło te propozycje?
- Sztab Generalny i MON przeprowadziły wizje lokalne wszystkich zaproponowanych nieruchomości w Łukowie, powiecie opolskim i powiecie biłgorajskim. Mowa tu o potrzebach 18. Brygady Zmotoryzowanej i innych rodzajów sił zbrojnych. Działa to analogicznie do niedawnej wizji lokalnej Amerykanów, którzy oglądali miejsca pod stałą bazę wojsk USA. Komisja wojskowa zebrała wnioski i przedstawi rekomendacje Ministrowi Obrony Narodowej, który podejmie ostateczną decyzję. Nie wywieramy żadnej presji. Jako politycy pomagamy i łączymy wojsko z samorządowcami. Postawa gospodarzy Łukowa, Biłgoraja czy Łazisk była wzorowa. Jest ogromna szansa, że Wojsko Polskie pojawi się we wszystkich trzech powiatach: opolskim, biłgorajskim i łukowskim. Zwiększy się też obecność wojska w samym Lublinie. Agencja Mienia Wojskowego kupuje tu mieszkania dla rodzin wojskowych i wybuduje internat. AMW realizuje także inwestycje mieszkaniowe dla żołnierzy w Chełmie i Zamościu.
- Jaka jest perspektywa czasowa powstania nowych jednostek na Lubelszczyźnie? Rok, dwa, trzy lata?
- Czas realizacji zależy od specyfiki danej jednostki i stanowi jedno z kryteriów dla Sztabu Generalnego. Część jednostek jest już sformowana, a część wymaga utworzenia od podstaw. Jednostki planowane w Łukowie czy Biłgoraju wymagają rekrutacji. Wojsko chętnie wybiera rejony z dostępnymi zasobami ludzkimi. W Biłgoraju zamyka się duży zakład pracy, co stwarza szansę na pozyskanie rekrutów. Z kolei z Łukowa wiele osób dojeżdża codziennie do pracy w Warszawie, a część z nich chętnie podjęłaby zatrudnienie na miejscu. Sam proces budowlany i infrastrukturalny przebiega bardzo szybko. Najwięcej czasu zajmuje późniejsze sformowanie i uzupełnienie stanów osobowych jednostki.

- Większość wojska w województwie lubelskim znajduje się w strukturach 18. Dywizji z dowództwem w Siedlcach. Czy powstanie nowa dywizja obejmująca nasz region?
- Nic mi na ten temat nie wiadomo. Mówimy o 18. Brygadzie Zmotoryzowanej. W jednym z wymienionych przeze mnie miejsc istnieje jednak duża szansa na powstanie jednostki zupełnie nowego typu. Nowoczesnej, odpowiadającej na współczesne wymogi pola walki.
- Premier Donald Tusk powiedział ostatnio, że podważanie polskich sojuszy z Unią Europejską działa na szkodę kraju. Czy podczas wizyt w Parlamencie Europejskim widzi pan szczerą troskę unijnych instytucji o wschodnią granicę?
- Tak, widzę ogromną zmianę, jaka zaszła w ostatnich trzech latach. Mam porównanie, bo posłuję tam od dłuższego czasu. Wojna na pełną skalę trwa od 2022 roku. Jeszcze w 2023 roku w UE nie było głębokiej dyskusji o wydatkowaniu środków z budżetu unijnego na szeroko pojętą obronność. Zmiana tego paradygmatu to zasługa Polski. Byliśmy liderem całej flanki wschodniej. Teraz głośno jest o programie SAFE, ale zapomina się, że zmieniono też zasady wykorzystania innych środków, na przykład z Polityki Spójności. Można z nich finansować obronność. I nie chodzi tylko o produkcję amunicji, jak w Kraśniku, ale też o infrastrukturę krytyczną: energetyczną, wodno-kanalizacyjną, produkty podwójnego zastosowania. Projekt budżetu UE po 2027 roku zakłada ogromny wzrost wydatków na obronność w niemal każdym źródle finansowania. Trzeba jednak stale wywierać presję na partnerów z zachodniej i południowej Europy. Im dalej od granicy z Ukrainą, tym wrażliwość na zagrożenie jest mniejsza. Unijny Pakt dla Regionów Wschodnich to za mało. Mówiłem o tym głośno w Strasburgu: musimy działać już teraz. Lepiej zainwestować i pomóc regionom przygranicznym dzisiaj, niż potem wydawać kilka razy więcej na usuwanie skutków kryzysu gospodarczego. Proponuję między innymi zmianę mapy pomocy publicznej, żeby zwiększyć poziom dofinansowania inwestycji samorządowych i wsparcia dla przedsiębiorców. Musimy ich tu zatrzymać i przyciągnąć nowych.
- Czy kroją się jeszcze jakieś inne rządowe inwestycje w przemysł obronny w naszym regionie?
- Fabryka w Kraśniku to chyba największa inwestycja gospodarcza od czasów II RP. Podpisano już umowę z wykonawcą, firmą Budimex. Inwestycja ta właśnie uzyskała status kluczowej, co pozwoli na jej szybką realizację na zgłoszenie. Uważam, że nie ma potrzeby ciągłego epatowania w mediach informacjami o kolejnych jednostkach czy inwestycjach PGZ. Na początkowym etapie wiele z tych projektów wymaga ciszy. Trzeba najpierw wykonać mrówczą pracę w gabinetach, uzgodnić kluczowe szczegóły i dopiero wtedy o nim mówić.
- Nie ma pan jednak wrażenia, że w tej ciszy Polska przegrywa z Rosją wojnę kognitywną o umysły swoich obywateli? W mediach społecznościowych spora część Polaków jako większe zagrożenie wskaże Unię Europejską niż Rosję.
- Zgadzam się z premierem Kosiniakiem-Kamyszem, że propagandową wojnę z samą Rosją jesteśmy w stanie wygrać, bo przeciwnik jest zdefiniowany. Gorzej jest z przeciwnikiem wewnętrznym, który powiela rosyjską narrację. Jeśli część Polaków uważa Unię Europejską za większe zagrożenie, to zapytajmy: kto od lat zohydzał Unię Europejską, przedstawiał ją czy Niemcy jako największego wroga? Robiły to konsekwentnie PiS i Konfederacja, jeszcze przed pełnoskalową agresją na Ukrainę. Nie mówię, że wszyscy są agentami, ale na pewno, cytując klasyka, „pożytecznymi idiotami”. Zohydzanie UE, naszej strefy bezpieczeństwa gospodarczego, to realizacja ich celów politycznych. Mamy też środowiska polityczne, które wprost witałyby rosyjskie wojska. Mówię tu otwarcie o środowisku Grzegorza Brauna. Zrobił on niedawno skandal w Strasburgu, atakując obecnych tam rosyjskich opozycjonistów. To jest rosyjska piąta kolumna w Polsce. Populizm i narracje antyunijne rozprzestrzeniają się wyjątkowo szybko przez media społecznościowe. Przekazy merytoryczne i oparte na faktach trudniej przebijają się do opinii publicznej. Mój dziadek mawiał: „Zanim prawda założy buty, kłamstwo obiegnie świat dwa razy”. Putin może tylko zacierać ręce, kiedy polscy politycy dla kilku tysięcy lajków w mediach społecznościowych robią dokładnie to, czego oczekuje rosyjska propaganda. I właśnie na tym polega wojna kognitywna: Moskwa rzuca zapałkę, a w Polsce zawsze znajdzie się ktoś, kto przyniesie benzynę.
ROZMAWIALI PAWEŁ PUZIO I JAN MAZUREK

Komentarze