Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
1 listopada

Tajemnice branży funeralnej - moda, zwyczaje, przesądy i kod QR

Białe tenisówki do garnituru, naszyjnik z odciskiem palca zmarłej matki i pozłacana trumna, której ostatecznie nikt nie potrzebował. Za drzwiami domu pogrzebowego kryją się historie pełne bólu, wzruszeń, ale też zaskoczeń i nieoczekiwanego humoru. O ostatnich życzeniach, rodzinnych emocjach, przesądach i pożegnaniach, na które nigdy nie można być w pełni przygotowanym, opowiadają pracownicy lubelskiego domu pogrzebowego.
Tajemnice branży funeralnej - moda, zwyczaje, przesądy i kod QR

Autor: BJ

Czy można oswoić śmierć? Czy lata pracy w branży pogrzebowej uodparniają na emocje towarzyszące pożegnaniom i widokowi osoby zmarłej? Pracownicy domów pogrzebowych codziennie spotykają ludzi przeżywających stratę. Sami jednak nie przestają jej odczuwać.

Przekonanie o tym, że jesteśmy na to odporni, mija w chwili, kiedy dotyka to nas osobiście - mówi Grażyna Parol z PUK Lublin, odwołując się do własnych doświadczeń.

Na co dzień spotyka osoby różniące się wiekiem, doświadczeniami i sposobem przeżywania żałoby. Każda z nich potrzebuje empatii, zrozumienia i indywidualnego podejścia. Bo za każdym zmarłym stoi osobna historia. Czasem długa, obejmująca kilka pokoleń, a czasem niezwykle krótka - niedopisana, urwana w pół słowa. Te najkrótsze ważą najwięcej. Tak jak białe trumienki, w których spoczywają najmłodsi.

Trumna osoby dorosłej może ważyć ponad 50 kilogramów, a do tego dochodzi ciężar ciała, nawet 100 kilogramów. A jednak nigdy nie będzie tak ciężka jak trumienka z maleństwem - dodaje pani Grażyna. 

Dlatego w kontakcie z rodziną zmarłego nie ma miejsca na przypadkowe słowa czy gesty. Na pracownikach domów pogrzebowych spoczywa odpowiedzialność, która wymaga nie tylko sprawności organizacyjnej, lecz także taktu i wrażliwości. Bliscy przychodzą przecież nie tylko po to, by dopełnić formalności związanych z pochówkiem. Nierzadko potrzebują również rozmowy, zrozumienia i wsparcia - od chwili przekroczenia progu domu pogrzebowego aż po zakończenie ceremonii.

Pamięć zatopiona w żywicy 

"Nie umiera ten, kto trwa w pamięci żywych" głosi sentencja, często spotykana na nagrobkach i we wspomnieniach o zmarłych, przypisywana księdzu Janowi Twardowskiemu. Niezależnie od jej autorstwa trudno odmówić jej trafności. Pamięć o bliskich pozostaje z nami na długo po ich śmierci. Pamiętamy głos, słowa, czasem nawet zapach. Zachowujemy fotografie i przedmioty, z którymi nie potrafimy się rozstać. Niektóre pamiątki przekazujemy kolejnym pokoleniom.

Co jednak, jeśli chcemy zachować coś jeszcze bardziej osobistego? Taką pamiątką może być biżuteria: wisiorek, naszyjnik, bransoletka, sygnet czy pierścionek. Domy pogrzebowe oferują możliwość zamówienia spersonalizowanych wyrobów, które mają przypominać o zmarłej osobie.

Kobieta w ciąży organizowała pogrzeb swojej mamy. Mama nie doczekała narodzin wnuka. Nasza klientka postanowiła utrwalić odcisk palca mamy na naszyjniku, który w odpowiednim czasie przekaże swojemu dziecku. W ten sposób chciała zachować pamięć o jego babci.

Biżuteria memorialna/fot. BJ

Odcisk palca to tylko jedna z możliwości. Są też włosy zatopione w żywicy czy grawerowane fotografie. Domy pogrzebowe współpracują z zakładami jubilerskimi, by tworzyć pamiątki odpowiadające życzeniom bliskich. Niekiedy mają one przypominać osobę, którą dobrze znaliśmy. Innym razem pomagają zachować więź z kimś, kogo nie zdążyliśmy poznać.

Biżuteria memorialna/fot. BJ

Przełamując kanony 

Zmienia się nie tylko sposób upamiętniania zmarłych, lecz także sama organizacja pogrzebów. Nie wszędzie w tym samym tempie i nie w takim samym zakresie. Sławomir Zygo, dyrektor PUK Lublin, przywołuje przykłady, w których o przebiegu ostatniego pożegnania decydowały upodobania zmarłego.

Zmarły ubrany w garnitur, a do tego białe tenisówki. Bo lubił w takich chodzić. Chowaliśmy też starszego mężczyznę, którego ubrano w bluzę i spodnie dresowe. Taki strój upodobał sobie za życia, więc tak też został pochowany.

Grażyna Parol dodaje, że w mniej formalnych ubraniach często chowane są osoby, które zmarły młodo.

Po prostu byli młodzi. Tak ich zapamiętano. Nie ma potrzeby, by po śmierci to zmieniać. 

Nowe możliwości przynosi również technologia. Na nagrobkach pojawiają się kody QR, które po zeskanowaniu smartfonem prowadzą do stron poświęconych zmarłym. Można na nich znaleźć fotografie, filmy, wspomnienia czy opowieści o ich życiu. Dzięki temu odwiedzający cmentarz dowiadują się o pochowanej osobie więcej niż mówią same daty narodzin i śmierci.

Nie zawsze w czerni

Granice takich zmian wyznaczają jednak nie tylko możliwości techniczne, lecz także przekonania rodzin, tradycja i szacunek dla zmarłych. To, co dla jednych jest pięknym sposobem upamiętnienia, inni mogą uznać za niestosowne. Dlatego w branży funeralnej częściej chodzi o stopniową ewolucję niż o rewolucję. W poszanowaniu życia i śmierci, które dzieli chwila.

Większa swoboda towarzyszy ceremoniom świeckim. Ich oprawa może być starannie zaplanowana nie tylko pod względem muzyki i kwiatów, ale również kolorystyki.

Można wybrać kolor przewodni ceremonii. Zdarza się, że panowie biorący udział w pogrzebie zakładają krawaty w tym samym kolorze, a panie - sukienki czy garsonki. I niekoniecznie jest to czerń.

Nie musi to oznaczać ekstrawagancji ani chęci zwrócenia na siebie uwagi. Czasem jest sposobem na spełnienie życzenia zmarłego. Innym razem - na pożegnanie go w sposób, który najlepiej oddaje to, jakim był człowiekiem.

Ostatnia wola 

Realizacja ostatniej woli zmarłego dla zdecydowanej większości bliskich jest rzeczą oczywistą i niepodlegającą negocjacji. Po pierwsze, ciężko negocjuje się ze zmarłym, a po drugie - istnieje ryzyko, że prędzej czy później zmarły zechce o sobie przypomnieć temu, kto tej woli nie uszanował.

Oczywiście, takie sytuacje się zdarzają i towarzyszą temu dodatkowe emocje, które i tak wykraczają już poza skale ludzkiej tolerancji. Towarzyszą często sporom o sposób pochówku - tradycyjny w trumnie lub kremacja. Wtedy nie tylko rodzina mierzy się z dylematem dochowania woli zmarłego, który wyraził chęć poddania jego ciała pośmiertnej kremacji a przekonaniami bliskich, którzy nie wyobrażają sobie pochówku innego, niż tradycyjny.

Wtedy niejako wchodzimy w rolę mediatorów i szukamy optymalnego rozwiązania – wyjaśnia Sławomir Zygo.

Pani Grażyna wspomina klienta, który sam zaplanował swój pogrzeb. Był świadomy nieuniknionych konsekwencji swojej choroby i nie chciał obarczać rodziny ciężarem zorganizowania ceremonii.

Przychodził do nas przez kilka miesięcy. Zaplanował wszystko z drobnymi szczegółami, włącznie z tym, że nie chciał, aby na pogrzebie obecnych było dużo osób. Opłacił swój pogrzeb. Po jego śmierci rodzina zaakceptowała jego wolę i ustalenia, co do każdego elementu pochówku.

Kopiowanie ceremonii

Rodziny potrafią wrócić do tego samego domu pogrzebowego po wielu latach. Zapamiętują nie tylko przebieg ceremonii, lecz także sposób, w jaki zostały potraktowane w trudnych chwilach.

Pewnego dnia zadzwoniła klientka i powiedziała, że kilka lat wcześniej organizowała z naszą firmą pogrzeb bliskiej osoby. Teraz musiała pożegnać kogoś kolejnego. Chciała, żebyśmy ponownie zajęli się ceremonią i żeby wyglądała ona tak samo jak poprzednia. Przy liczbie pogrzebów, które organizujemy i po upływie tylu lat trudno zapamiętać wszystkich klientów. Kobieta przesłała nam zdjęcia z tamtego pogrzebu. Odtworzyliśmy jego przebieg na tyle wiernie, na ile było to możliwe. Ta historia pokazuje, jak ważne jest to, czy bliscy czuli się podczas organizacji pogrzebu bezpiecznie i czy mieli poczucie, że ktoś się nimi zaopiekował.

Najtrudniejsze pozostają pogrzeby dzieci. Nie sposób przygotować się na ból rodziców ani znaleźć słów, które mogłyby go złagodzić. A przecież nawet w takich okolicznościach trzeba podjąć decyzje dotyczące trumny, ubranka i szczegółów ceremonii.

Często ten ciężar biorą na siebie mężczyźni. Przychodzą, rozmawiają, robią zdjęcia trumien i ubranek, a po konsultacji z żoną wracają z ustaleniami.

Nie do poznania

Zdarzają się jednak również sytuacje, w których napięcie i smutek niespodziewanie ustępują miejsca uśmiechowi.

Przed zabraniem trumny z ciałem męża, wdowa chciała zobaczyć, jak mąż został przygotowany. Ku mojemu zdziwieniu i przerażeniu, po chwili wdowa przyszła do mnie i powiedziała, że zaszła pomyłka i to nie jest jej mąż. Zmarły miał jedną bardzo charakterystyczną cechę w wyglądzie, która pozwalała na 100% stwierdzić, że nie doszło do pomyłki. Wdowa stwierdziła, że mąż za życia nie był tak przystojny jak go pracownicy naszego zakładu przygotowali.

Każdy szczegół pożegnania może mieć dla bliskich znaczenie. Dotyczy to również wyboru trumny czy urny. Dostępne są rozmaite materiały, kształty i zdobienia, a niektóre zamówienia odbiegają od standardowej oferty.

Sosna, dąb, inne gatunki drewna. Trumny aluminiowe, specjalnie zdobione. Jeden z klientów chciał, aby jego bliski został pochowany w takiej trumnie, w jakiej pochowano papieża. Udało nam się sprowadzić taką trumnę z Włoch - opowiada dyrektor.

Fot. BJ

Dla jednych najważniejsza jest skromność, zgodna ze sposobem, w jaki zmarły żył. Inni chcą zadbać o każdy detal uroczystości. Jak podkreśla Grażyna Parol, nie ma jednej recepty na godne pożegnanie. Liczy się to, co dla zmarłego i jego bliskich miało znaczenie.

Kryształowa urna/fot. BJ

Nie kupuj dla żyjącego

Żyjącemu nie kupuje się trumny - mówi zdecydowanie Sławomir Zygo. 

Dlaczego? Bo choć trudno znaleźć dla tego przesądu racjonalne uzasadnienie, w doświadczeniach dyrektora nie brakuje historii, w których los zdawał się drwić z przedwczesnych przygotowań do pogrzebu. Wspomina rodzinę, która przyjechała zamówić trumnę dla ciężko chorej matki. Kobieta wciąż żyła, ale jej bliscy najwyraźniej przygotowywali się już na najgorsze.

Przyszli, zamówili jedną z najdroższych trumien, pozłacaną. Zapłacili za nią zaliczkę. Powiedziałem wtedy do współpracowników, że w poniedziałek rano będą chcieli ją zwrócić.

I tak się stało. Kobieta wyszła ze szpitala w dobrym zdrowiu.

Sławomir Zygo przywołuje również znacznie odleglejsze, rodzinne wspomnienie. Jeszcze w latach siedemdziesiątych jego wuj zamówił trumnę dla samego siebie. Przez kolejne lata leżała ona w stodole, wysoko na ryglach, czekając na dzień, w którym okaże się potrzebna. Tymczasem wuj przeżył poważny wypadek kolejowy, z którego wyszedł niemal bez szwanku. A trumna nadal czekała. Przez kolejne dziesięciolecia.

Kupowanie trumny za życia to tylko jeden z wielu zwyczajów i przesądów związanych ze śmiercią. Niektóre mają chronić żywych, inne zapewnić zmarłym bezpieczną podróż na tamten świat.

Zaszyte kieszenie i pieniądze

Pani Grażyna wspomina kobietę, która włożyła zmarłemu mężowi do trumny pieniądze w kilku walutach. Na wszelki wypadek. Bo przecież nie wiadomo, w jakiej walucie należy rozliczyć się z Charonem.

Znany jest również zwyczaj zaszywania kieszeni w ubraniu zmarłego. Według ludowych wierzeń miało to zapobiec zabraniu przez niego kogoś z bliskich, a także szczęścia czy zdrowia pozostałych członków rodziny.

Choć współcześnie wiele takich praktyk może budzić uśmiech lub zdziwienie, wszystkie mają wspólny mianownik. Są próbą oswojenia tego, co nieuniknione i pozostaje poza naszą kontrolą. Bo nawet jeśli ze śmiercią nie da się negocjować, od wieków próbujemy przynajmniej na własnych zasadach przygotować się na jej nadejście.

I tak jak nasze życie i naszych bliskich było wyjątkowe, tak każdy pogrzeb jest wyjątkowy i wymaga wyjątkowego podejścia. Śmierć, prędzej czy później dotknie każdego z nas. Rodzimy się i umieramy. Bardziej oczywistej prawdy próżno szukać.  

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama