Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
Zamość

Kto się boi mikrofonu w samorządowej „kuchni”? W Zamościu jawność przegrała z tradycją

Zaplecze polityki, gdzie wykuwają się kluczowe uchwały, decyzje budżetowe i podatkowe stawki, wciąż pozostanie niedostępne dla osób, które w godzinach obrad pracują. Podczas sesji 26 października 2026 roku Rada Miasta Zamość odrzuciła petycję w sprawie nagrywania posiedzeń komisji. Zwolennicy cyfrowej przejrzystości apelowali o udostępnianie mieszkańcom choćby samego dźwięku. Przeciwnicy odpowiedzieli stanowczo: polityczna „kuchnia” nie jest miejscem dla gości, a kamery i mikrofony zamienią robocze narady w teatr.
Zamość ratusz
W głosowaniu zorganizowanym 26 października 2026 roku aż 17 radnych poparło uchwałę uznającą petycję za bezzasadną

Autor: Anna Szewc

Zanim jakakolwiek uchwała trafi pod oficjalne głosowanie na sesji samorządu, przechodzi przez gęste sito komisji. To w tych mniejszych gronach radni ścierają się na argumenty, prześwietlają wydatki miasta i dyskutują nad prośbami mieszkańców. Formalnie posiedzenia są jawne. W praktyce odbywają się w godzinach przedpołudniowych, gdy większość zamościan przebywa w pracy. Dla zwykłego obywatela jedynym śladem po tych rozmowach pozostają zdawkowe protokoły.

Mimo że postulat rejestrowania tych dyskusji wydawał się naturalnym krokiem w stronę cyfryzacji, wywołał ponadgodzinną, wyjątkowo emocjonalną batalię.

Samorządowa „kuchnia” czy teatr dla internautów?

Proponowana w petycji zmiana nie wymagała wielkich rewolucji – radny Janusz Kupczyk oraz radna Agnieszka Klimczuk przekonywali, że miasto nie musi inwestować w kosztowne transmisje wideo na żywo. Kluczowe miało być jedynie rejestrowanie audio i publikowanie nagrań w sieci, aby mieszkańcy mogli w dowolnym momencie sprawdzić, jakich argumentów używał ich przedstawiciel przed podjęciem decyzji.

– To jest kuchnia naszych obrad – argumentowała Agnieszka Klimczuk, podkreślając, że mieszkańcy mają prawo wiedzieć, jak wygląda proces dochodzenia do kompromisu, zwłaszcza przy uchwałach budżetowych.

Wizję tę błyskawicznie skontrowali jednak radni opowiadający się za utrzymaniem obecnego status quo. Najbardziej dosadnej metafory użył radny Tadeusz Lizut:

– Raczej do kuchni gości się nie wpuszcza, tylko do salonu – oświadczył, sugerując, że obszarem roboczym nie należy dzielić się z szeroką publicznością.

Przeciwnicy inicjatywy wskazywali na ryzyko zmiany charakteru obrad. Radni Adam Pawlik i Krzysztof Sowa ostrzegali, że obecność mikrofonów zniszczy swobodną wymianę zdań, a rzeczowa dyskusja ustąpi miejsca populistycznym przemowom pod publikę.

80 tysięcy złotych z sufitu i lęk o ochronę prywatności

Poważnym orężem w rękach przeciwników nagrywania stały się kwestie finansowe oraz formalne. Podczas sesji padła kwota, która miała skutecznie zniechęcić zwolenników jawności: rozszerzenie systemu nagrywania z samych sesji na posiedzenia komisji oszacowano na ponad 80 tys. zł rocznie (wobec około 12 tys. zł wydawanych obecnie).

Wyliczenie to szybko postawiło pod znakiem zapytania rzetelność urzędowych szacunków:

Brak kosztorysu: Radni nie otrzymali szczegółowej wyceny kosztów wariantu ograniczonego wyłącznie do zapisu dźwięku.

Błędy w rachunkach: Szacunek oparto na założeniu obsługi sześciu komisji, podczas gdy w strukturze Rady Miasta Zamość funkcjonuje ich siedem.

Logistyka i RODO: Radny Grzegorz Podgórski wskazywał na trudności techniczne przy posiedzeniach wyjazdowych oraz ryzyko naruszenia prywatności mieszkańców, którzy przychodzą na komisje omawiać osobiste, trudne sprawy życiowe.

Choć radna Agnieszka Jaczyńska wnioskowała o profesjonalne przeanalizowanie rynku przed odrzuceniem petycji, a wiceprezydent Marta Pfeifer kwestionowała sens angażowania urzędników w wyliczenia dla projektu bez większości, ostatecznie żaden twardy kosztorys nie powstał.

Starcia o wiarygodność i przewidywalny finał

Wraz z upływem czasu merytoryczne argumenty zaczęły ustępować osobistym utarczkom. Gdy radna Martyna Martyniuk zasugerowała, że deklaracje składane przez radnych podczas prac w komisjach nie zawsze pokrywają się z ich późniejszymi głosowaniami na sesji, w sali zapadła konsternacja.

Zwolennicy petycji podchwycili ten wątek, dowodząc, że właśnie ta rozbieżność jest najlepszym dowodem na potrzebę udostępnienia nagrań – bez rejestracji słowo stoi przeciwko słowu. Z kolei radna Anna Przytuła przypominała, że istotą pracy samorządowca jest dyskusja i próba przekonywania niezdecydowanych do swoich racji aż do samego końca, a nie ucinanie debaty ze względu na znane z góry zaplecze głosów.

Finał starcia był jednak łatwy do przewidzenia. W głosowaniu zorganizowanym 26 października 2026 roku aż 17 radnych poparło uchwałę uznającą petycję za bezzasadną. Przeciw głosowało jedynie 5 radnych, a 1 nie oddał głosu.

Granice samorządowej przejrzystości

Odrzucenie petycji nie oznacza formalnego zakazu nagrywania posiedzeń przez osoby prywatne ani utajnienia komisji – te pozostają otwarte zgodnie z obowiązującymi przepisami. Zamość wysłał jednak wyraźny sygnał: oficjalny, łatwo dostępny dla każdego cyfrowy zapis samorządowych kulisów nie jest priorytetem władz.

Większość radnych uznała, że protokół papierowy oraz transmisja z finałowej sesji w zupełności wystarczą. Mieszkańcom pozostaje więc wierzyć na słowo, że w samorządowej „kuchni” potrawy przygotowywane są z należytą starannością – nawet jeśli nikt nie pozwala im sprawdzić przepisu.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama