Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Mężczyzna zmarł po policyjnej interwencji. Dwaj byli funkcjonariusze skazani

Po sześciu latach od śmierci pana Tomasza zapadł dzisiaj kolejny wyrok w głośnej sprawie policyjnej interwencji w Lublinie. Dwaj byli funkcjonariusze, którzy brali udział w zatrzymaniu mężczyzny, zostali uznani za winnych przekroczenia uprawnień i nieumyślnego spowodowania jego śmierci.
Mężczyzna zmarł po policyjnej interwencji. Dwaj byli funkcjonariusze skazani
Na zdjęciu skazani: Wojciech K. i Arkadiusz K oraz obrońca Stanisław Estreich

Autor: Katarzyna Nakonieczna

Wojciech K. i Arkadiusz K. zostali skazani na rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata. Każdy z nich ma także zapłacić siostrze zmarłego 20 tys. zł zadośćuczynienia.

To kolejne, ale zupełnie inne rozstrzygnięcie w tej sprawie. W maju 2025 roku policjanci zostali uniewinnieni. Sąd uznał wówczas śmierć Tomasza K. za tragiczny splot okoliczności, a działania funkcjonariuszy za zgodne z prawem. Wskazywał też, że znaczenie mogły mieć stan zdrowia zatrzymanego oraz substancje znajdujące się w jego organizmie.

Rozstrzygnięcie nie zakończyło jednak tematu. Sąd odwoławczy zakwestionował część ustaleń przyjętych przez sąd pierwszej instancji i skierował sprawę do ponownego rozpoznania. Proces toczył się przed Sądem Rejonowym w Świdniku. 

Rozprawie przewodził sędzia Andrzej Skubis

„Mogli założyć mu kajdanki”

Uzasadniając wyrok, sędzia Andrzej Skubis krok po kroku wrócił do wydarzeń z 25 sierpnia 2020 roku.

Tego dnia policja otrzymała zgłoszenie o agresywnie zachowującym się mężczyźnie. Patrol zauważył Tomasza K. w rejonie ul. Łęczyńskiej. Mężczyzna miał wcześniej zaatakować kobietę, a na widok policjantów zaczął uciekać. Funkcjonariusze ruszyli za nim i dogonili go w rejonie nieruchomości Agencji Mienia Wojskowego. Sąd nie miał wątpliwości, że policjanci mieli podstawy, by podjąć interwencję. Problem, zdaniem sędziego, pojawił się później.

Część zatrzymania zarejestrował monitoring, nazwany przez sędziego „dowodem całkowicie obiektywnym”. To właśnie on pozwolił odtworzyć kolejne minuty interwencji. Według wyliczeń sądu Tomasz K. spędził w pozycji na brzuchu blisko siedem minut, z czego przez około sześć minut jego nogi były zgięte w kolanach. Czy tak długie obezwładnienie było konieczne? To pytanie stało się jednym z kluczowych w tym procesie. 

Zdaniem sędziego Andrzeja Skubisa podczas interwencji było kilka momentów, w których policjanci mogli zakończyć przytrzymywanie Tomasza K. i założyć mu kajdanki.

– Już sam kontekst tego nagrania wskazuje, iż oskarżeni mieli możliwość ujęcia pokrzywdzonego i założenia mu kajdanek. Druga taka możliwość była po opuszczeniu pokrzywdzonego na ziemię, co nie nastąpiło, i doszło do dalszego stosowania środków przymusu bezpośredniego. Trzecia możliwość zakończenia interwencji miała miejsce za skrzydłem bramy, gdzie na nagraniu widać, jak pokrzywdzony nie wykonuje gwałtownych ruchów, a pomimo tego Wojciech K. przystąpił do przytrzymywania nóg Tomasza K., a Arkadiusz K. – okolicy klatki piersiowej – mówił sędzia.

Istotne znaczenie miał moment, kiedy uciekający mężczyzna został dogoniony przy bramie. W ocenie sądu nie zachowywał się już wówczas tak jak wcześniej.

– Tutaj, przy bramie, pan Tomasz K. stanął już, miał opuszczone ręce, nie miał możliwości dalszej ucieczki. To jego bierne zachowanie już wskazuje, że w tym momencie można było podjąć czynności polegające po prostu na założeniu kajdanek, nawet na ręce trzymane z tyłu, i pan pokrzywdzony nie miałby możliwości już w takiej pozycji nigdzie uciekać. Tylko niestety tak się nie stało – wskazywał sędzia.

Policjanci mieli również nie zareagować odpowiednio na sygnały świadczące o pogarszającym się stanie zatrzymanego. Tomasz K. miał prosić o zwolnienie ucisku, jego głos miał być charczący, a z ust wydobywać się ślina lub piana.

Co doprowadziło do śmierci Tomasza K.?

Opinie biegłych wskazywały na tzw. asfiksję restrykcyjną – mechanizm prowadzący do ostrej niewydolności krążeniowo-oddechowej związany z ograniczeniem możliwości swobodnego oddychania. Sąd przyznał, że jest to zjawisko stosunkowo rzadkie, które może wystąpić nagle, zwłaszcza u osoby silnie pobudzonej. Uznał jednak, że w tym przypadku pojawiały się sygnały, na które policjanci powinni zareagować.

– Zgon w przypadku asfiksji restrykcyjnej następuje w sposób nagły i najczęściej jest nieuchwytny dla osób postronnych. (...) Jednakże na kanwie sprawy niniejszej dowody osobowe wskazują, że Tomasz K. prosił o uwolnienie z ucisku i mógł mieć utrudniony oddech z uwagi na charczący głos i wydobywanie się śliny czy też piany z ust – mówił sędzia.

W jego ocenie prawidłowa reakcja funkcjonariuszy mogła zapobiec tragedii. Ostatecznie sąd uznał, że obaj byli policjanci przekroczyli swoje uprawnienia, stosując nieadekwatne do sytuacji środki przymusu bezpośredniego, a jednocześnie nieumyślnie doprowadzili do śmierci Tomasza K.

„Czuję ogromną ulgę”

Na ogłoszeniu wyroku była siostra zmarłego mężczyzny. Jak przyznała po rozprawie, najbardziej zależało jej na tym, by usłyszeć, że sąd uznał byłych policjantów za winnych.

– Po tylu latach tak ciężkiego i długiego procesu jestem usatysfakcjonowana wyrokiem. Czuję ogromną ulgę, że doczekałam sprawiedliwego wyroku dla nas. Przeżywałam to ogromnie. Zdawałam sobie sprawę, że wyrok będzie w zawieszeniu i dla mnie nie ma to większego znaczenia. Odniosłam wrażenie, że wyjaśnienia byłych policjantów były trochę naciągane – powiedziała w rozmowie z dziennikarzami.

To jednak nie koniec sprawy. Obrońca jednego z oskarżonych już zapowiedział apelację.

Obrona: policjanci działali w interesie publicznym

– Ta sprawa ma dużo szerszy zasięg. Jest to kwestia odpowiedzi na pytanie, czy możemy się czuć bezpiecznie w naszym mieście, w naszym kraju, czy też nie. Czy interwencja policjantów musi się kończyć na ławie oskarżonych, czy też nie. Czy funkcjonariusz, który nie jest szkolony, może wiedzieć, że nastąpiło zjawisko asfiksji restrykcyjnej? Badania wskazywały, że to zjawisko następuje niespodziewanie w wyniku wysiłku fizycznego – mówił adwokat Stanisław Estreich.

Obrońca podkreślał, że jego zdaniem funkcjonariusze wykonywali swoje obowiązki, a śmierć Tomasza K. była tragicznym i trudnym do przewidzenia następstwem interwencji.

– Była to szczególnie nieszczęśliwa sprawa. Policjanci moim zdaniem działali w interesie publicznym, w interesie nas wszystkich. Cios nie miał nic wspólnego ze zgonem, dopiero asfiksja restrykcyjna – przekonywał.

Wyrok nie jest prawomocny. Po zapowiedzianej apelacji sprawa śmierci Tomasza K. najprawdopodobniej po raz kolejny trafi przed sąd. 

 

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama