Bereszyński strzela po 12 latach
Popularny „Bereś” otworzył wynik spotkania już w drugiej minucie. Po rzucie rożnym doskonale znalazł się w polu karnym rywali i głową strącił piłkę do siatki. Jak się okazuje, to był dla niego pierwszy gol w polskiej lidze od... 12 lat.
– Nie mam tych bramek za wiele na koncie, więc takie chwile na pewno cieszą. Dla nich gra się w piłkę – powiedział w przerwie meczu na antenie Canal+ Sport 3 Bartosz Bereszyński.
– Nie możemy w trzy minuty wyrzucić wszystko do kosza, co zrobiliśmy w pierwszej połowie. Do straty pierwszego gola wydawało się, że Wisła nie jest w stanie nam zagrozić nawet na moment, a straciliśmy dwie bramki, to jest niedopuszczalne – dodawał 34-latek.
Akcja ratunkowa i kontuzja
W drugiej połowie, przy wyniku 2:2 doświadczony defensor uratował swoją drużynę od straty bramki. Po błędzie Tina Plavoticia, w sytuacji sam na sam znalazł się Said Hamulić. Napastnik „Nafciarzy” zdobyłby gola, gdyby nie interwencja Bereszyńskiego, który na wślizgu wybił piłkę zmierzającą do siatki. Sam przy tym mocno ucierpiał, bo z impetem wpadł w słupek i po chwili musiał zejść z boiska.
– Ciężko to jakoś racjonalnie wytłumaczyć. Uważam, że to było 30 minut totalnej dominacji, czego jeszcze w tym sezonie nie uświadczyliśmy. Strzeliliśmy jedną bramkę, a mogliśmy spokojnie dwie-trzy kolejne. Zamiast tego straciliśmy w trzy minuty dwa gole i nie wiedziałem do końca, co się dzieje. Z perspektywy boiska wszystko działo się bardzo szybko, a Wisła wykorzystała nasz moment dekoncentracji. Kibice i nasze rodziny muszą się chyba zaopatrzyć w jakieś leki uspokajające, bo rollercoaster emocji był spory. Życzę sobie i kibicom, żebyśmy stawiali kropkę nad i dużo szybciej, a nie w ostatniej minucie – mówił już po spotkaniu „Bereś”.
Dodał również, jak z jego perspektywy wyglądała sytuacja, w której zapobiegł utracie gola.
– Jestem obrońcą, wiec moim zadaniem jest bronić bramki. Powinniśmy wystrzegać się takich sytuacji. Błąd indywidualny spowodował, że powinna być bramka dla rywali. Wpadłem z dużym impetem w słupek i porządnie oberwałem. Mam nadzieję, że nic poważniejszego niż zbicie tam nie ma. Dobrze, że jest przerwa na reprezentację, a ja pewnie będę kuśtykał przez kilka dni wolnego i będę najwolniejszy w rodzinie, ale przynajmniej jestem szczęśliwy, bo trzy punkty zostały w Lublinie – mówi obrońca Motoru.
Pochwały od trenera
Po powrocie do Polski Bereszyński nie raz i nie dwa był krytykowany. Trener Mariusz Misiura od początku sezonu broni jednak swojego zawodnika i zapewnia, że bardzo go ceni, a ten jest ważną częścią drużyny.
– Byliśmy krytyczni w stosunku do Bartka, a on rośnie z meczu na mecz. Z Wisłą gol strzelony, a później gdyby nie jego poświęcenie, to byłaby bramka dla Wisły. Ma czasami udział przy bramkach rywali, ale ja go bardzo cenię za dziesiątki udanych interwencji. Cieszymy się z trafienia Karola, ale równie ważna jest interwencja Bartka, że ta bramka na 2:3 nie wpadła, bo ciężko byłoby wtedy wygrać. Cieszę się, ze jest z nami i że się tak zachował. Na szybko trudno powiedzieć, jak z jego zdrowiem. Patrząc na niego, to wierzę, że na Wieczystą będzie dostępny – mówi Mariusz Misiura.
Kolejny mecz o punkty Motor zagra dopiero 23 listopada, kiedy zmierzy się w Krakowie z Wieczystą.

Komentarze