Piesi skracają sobie drogę przez dwupasmówkę, a kierowcy łapią się za głowę. Tak wygląda sytuacja na al. Witosa w pobliżu Felicity. Miasto wspólnie z policją ma poszukać rozwiązania problemu. Na razie pieszych będą tu pilnować mundurowi
Dominik Smaga
27.03.2014 00:01
W pobliżu otwartej w zeszłym tygodniu galerii handlowej są dwa punkty, w których piesi decydują się na bardzo ryzykowne zachowania. Pierwszy z nich to okolice przystanku Witosa Felicity, na którym zatrzymują się autobusy linii 14 i 55 jadące w kierunku Felina.
Od przystanku w stronę centrum handlowego prowadzi chodnik, którym po 400 metrach można dojść do podziemnego wjazdu. Ale wielu pieszych woli przebiegać przez al. Witosa, drogę wylotową w kierunku Zamościa, Chełma i granicy państwa. Widok jest niepokojący, bo piesi lawirują między rozpędzonymi ciężarówkami.
Sprawą zajęła się Straż Miejska. Patrol pojechał tam już wczoraj po południu.
- Poprosimy policję o pomoc i wspólnie będziemy prowadzić kontrole w tym miejscu - zapowiada Robert Gogola, rzecznik Straży Miejskiej. - Przechodzenie przez drogę dwujezdniową poza wyznaczonymi przejściami jest zabronione. Nie ma tu znaczenia, jaka jest odległość do najbliższego przejścia - dodaje. Ci, którzy zaryzykują, mogą dostać mandat w wysokości 50 złotych.
Co będzie dalej? - Zastanawiamy się, jak rozwiązać ten problem, zaprosimy do współpracy policję i Zarząd Transportu Miejskiego - mówi Karol Kieliszek z Urzędu Miasta. W grę może wchodzić przeniesienie przystanku bliżej wcześniejszego przejścia przy skrzyżowaniu z ul. Rolna Osada. Inny pomysł to likwidacja tego przejścia i wyznaczenie nowego, bliżej Felicity. Jeszcze inny wariant to ustawienie barierek na pasie zieleni rozdzielającym obie jezdnie. - To fizycznie utrudni przejście - dodaje Kieliszek.
Ale to nie jedyny punkt, gdzie piesi igrają z losem. Przy al.Witosa brakuje chodnika łączącego przystanek obok skrzyżowania z ul. Grygowej z terenem Felicity. Za przystankiem jest tylko wydeptana ścieżka, ale nie wszyscy z niej korzystają. - Masy ludzi w najlepsze chodzą ruchliwą ulicą - alarmuje nasz Czytelnik Marcin. - To co widziałem, po prostu mnie przerosło: pod wiaduktem szły sobie jak gdyby nigdy nic trzy emerytki, w tym jedna o kulach. Szły pasem ruchu samochodowego, zajmując ponad połowę jednego pasa.
- Tu sprawa jest trudniejsza - stwierdza Kieliszek. - Nie można tu zastosować doraźnego rozwiązania, a chodnika, na który trzeba by dopiero znaleźć pieniądze, nie da się zbudować z dnia na dzień.
Komentarze