Zaraża innych swoim optymizmem
Historia Wojtka Biekisza jest długa i skomplikowana. Dzieciństwo nie miał takiego, jak wielu jego rówieśników.
- 08.01.2003 16:54
Chłopiec urodził się z porażeniem spastycznym. - Kiedy dowiedzieliśmy się o jego chorobie przeżyliśmy z mężem szok. Pragnęliśmy tylko jednego, aby był zdrowy - wspomina Urszula Biekisz. - Pobyt w szpitalach, operacja ścięgien w Konstancinie, a później intensywna rehabilitacja, to etapy leczenia mojego syna - kontynuuje mama Wojtka. Dodaje, iż obecnie ze względów finansowych nie stać ją na leczenie chłopca, które jest bardzo kosztowne.
Rodzice Wojtka postanowili umieścić syna w Domu Pomocy Społecznej w Kozuli. - Nie była to łatwa decyzja, ale chcieliśmy mu zapewnić jak najlepszą opiekę. Do chwili obecnej targają nami różne wątpliwości. Jednak kiedy słyszymy od syna pochlebne opinie o tym miejscu i co istotniejsze widzimy postępy w rehabilitacji jesteśmy zadowoleni - mówi pani Urszula.
Wojtek w Domu Pomocy Społecznej korzysta z hydroterapii oraz hipoterapii. Największą przyjemność sprawia mu jazda na koniu. Jak mówi, tutaj czuje się dobrze i bezpiecznie. Na powitanie mocno ściska rękę. Porusza się na wózku, ale to mu nie przeszkadza w prezentacji różnych pomieszczeń. W domu pomocy odkrył swoje zamiłowanie do śpiewania.
- Podczas festiwali młodzieży niepełnosprawnej między innymi w Łęcznej, Białymstoku nie boi się publiczności, zaraża ją swoim optymizmem- mówi opiekująca się niepełnosprawnym śpiewakiem Dorota Bołtowicz.
Reklama













Komentarze