Można urwać koło
Wykruszony asfalt, dziury i zapadliny na drogach w całym regionie. Drogowcy nie nadążają z łataniem nawierzchni. Kierowcy zaciskają zęby i z obawą o stan swoich pojazdów pokonują kolejne kilometry.
- 26.01.2003 15:21
W Białej Podlaskiej w wielu miejscach występują ubytki, które stanowią spore zagrożenie. - Najgorzej było, kiedy ustąpił śnieg i przyszła fala ocieplenia. Wtedy mieliśmy najwięcej pracy przy naprawianiu zniszczonych jezdni. Dziś sytuacja jest opanowana. Miasto objeżdżają nasi pracownicy i lokalizują zagrożenia. Współpracujemy przy tym ze strażą miejską i policją - wyjaśnia Jarosław Kostecki, naczelnik wydziału dróg i komunikacji w bialskim magistracie. - Niestety, trzeba liczyć się z pewnymi niedogodnościami. Płytkie ubytki nie nadają się do naprawy zimą i muszą poczekać do wiosny - podkreśla naczelnik.
- Jazda po wybojach to nic przyjemnego. Drogowcy dziury łatają, ale nie wszędzie i nie zawsze. Pełno jest małych ubytków, które uprzykrzają życie. Ważne jest też ile czasu wytrzymają łatki, które tak powszechnie się dziś stosuje - opowiada pan Marek, podlaski taksówkarz.
Gorsza sytuacja panuje na drogach powiatowych i gminnych. - Na trasach przez nas administrowanych cały czas wykonujemy remonty cząstkowe nawierzchni masą na zimno. Tam gdzie rekonstrukcja nie jest aktualnie możliwa oznakowujemy konkretne miejsca i czekamy, aby warunki atmosferyczne pozwoliły wykonać niezbędne prace - mówi Krystyna Beń, dyrektor Zarządu Dróg Powiatowych w Białej Podlaskiej. Odrębną sprawą jest, iż nadal wielu kierowców nie wie, że można domagać się odszkodowania od gminy za uszkodzenie pojazdu, które powstało na skutek wjechania w nie oznakowaną dziurę. Najważniejsze w takiej sytuacji jest to, aby na miejsce wezwać niezwłocznie policję lub Straż Miejską, która potwierdzi uszkodzenie.
- Jeżeli ktoś zgłosi się do nas z prośba o uwiarygodnienie powstałej szkody bardzo chętnie pomożemy - deklaruje Artur Żukowki, komendant bialskiej Straży Miejskiej. •
Reklama













Komentarze