Wymyślił siłownik grawitacyjny
Jan Lewczuk, \"złota rączka” z Żerocina w powiecie bialskim twierdzi, że chce wykonać wymyślony przez siebie... siłownik grawitacyjny. Nad tym urządzeniem pracuje już około 20 lat. Jest przekonany, że będzie ono, bez prądu, napędzało turbiny
- 11.03.2003 16:20
Po ukończeniu szkoły mechanizacji rolnictwa J. Lewczuk zajął się gospodarstwem, drobnymi naprawami i majsterkowaniem. Posiada niewielki warsztat mechaniczny. Znany jest z tego, że w swojej gminie (Drelów) i w Międzyrzecu Podlaskim niekiedy potrafi naprawić bardzo uszkodzone maszyny lub urządzenia. Są to jednak dorywcze zajęcia. Pan Jan ma problemy z utrzymaniem licznej rodziny. Ma dziesięcioro dzieci.
Radny Zbigniew Grysiewicz z Żerocina powiedział nam, że Jan Lewczuk jest cenionym fachowcem od prac ślusarskich. - To poważny i porządny człowiek. Złota rączka. Potrafi pomóc, kiedy coś się zepsuje - mówi Zbigniew Grysiewicz.
Już od 20 lat J. Lewczuk stara się zbudować siłownik grawitacyjny, który miałby poruszać turbiny.
- Dawniej zajmowałem się usprawnieniami. Wiele rzeczy udało mi się zmodernizować. Jak ktoś lubi palić, tak ja uwielbiam myśleć. Deską kreślarską jest moja wyobraźnia i pamięć. Jestem przekonany, że uda mi się zbudować siłownik. To nie wymaga dużych nakładów. Rozmawiałem z fizykiem w jednym z lokalnych studiów radiowych. Stwierdził, że niemożliwe jest zrealizowanie mojego pomysłu. Podobnie zanegowali mój projekt naukowcy z KUL. Myślę jednak, że siłownik jest prostym urządzeniem, które mogę wykonać nawet w Międzyrzecu Podlaskim. Działa jak wodospad. Nie potrzebuje wiatru czy słońca. Muszę frezarką zrobić tylko odpowiednie tryby w mechanizmie, aby całość mogła się poruszać (niezależnie od prądu). Sądzę, że model może kosztować około 2000 złotych - wyjawia sześćdziesięcioletni mężczyzna.
Niestety, od lat wszystkie jego starania okazywały się bezowocne. Naukowcy i inżynierowie traktowali jego pomysł jak fanaberię i urojenie. Poprosiliśmy jednak bialskiego przedsiębiorcę Tadeusza Kociuka o zainteresowanie się niedoszłym wynalazcą, porozmawianie i ewentualnie danie mu szansy. Zgodził się pomóc i oczekiwał na spotkanie z nim. Niestety, majsterkowicz i pomysłodawca \"siłownika grawitacyjnego” nie dotarł do biura T. Kociuka. Ten jednak czeka nadal na ambitnego ślusarza. •
Reklama













Komentarze