Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Manifestowali swoją godność

 Niepełnosprawni nie chcą litości, ale równoprawnego miejsca w społeczeństwie - podkreślali wczoraj organizatorzy Dnia Godności Osoby z Niepełnosprawnością Intelektualną.
Przez centrum Lublina przemaszerowało kilkaset osób: niepełnosprawnych i ich opiekunów. - Chcemy pokazać, że wśród nas żyją osoby niepełnosprawne, które są izolowane i osamotnione - mówi Małgorzata Batorska, prezes lubelskiego koła Polskiego Stowarzyszenia na rzecz Osób z Niepełnosprawnością Intelektualną. Wiele osób niepełnosprawnych intelektualnie przykutych jest także do wózków inwalidzkich. To, w połączeniu z barierami architektonicznymi, dodatkowo utrudnia im kontakt z resztą społeczeństwa. - Większość budynków jest kompletnie nieprzystosowana do potrzeb osób upośledzonych ruchowo - przyznaje Janusz Iwanicki z Departamentu Pomocy Społecznej Urzędu Marszałkowskiego w Lublinie. Do takich budynków należy np. niedawno wyremontowany gmach Kliniki Stomatologicznej w Lublinie. - Nie ma windy i wózek z moim dzieckiem muszę wnosić do gabinetu po schodach - mówi Anna Rybczuk, mama 12-letniej Kasi cierpiącej na porażenie mózgowe. Osoby sprawne ruchowo nie wyobrażają sobie, jakim wysiłkiem dla niepełnosprawnych jest pokonanie jednego schodka, np. przed sklepem. - To tak, jakby sprawnie fizyczny człowiek musiał zrobić 20 przysiadów z ciężkim plecakiem - porównuje Jadwiga Mahdi, rehabilitant ruchowy. - Problemem jest nawet przejazd wózkiem po kostce brukowej, a zupełny koszmar to podróż komunikacją miejską. Prawie jedna trzecia pojazdów lubelskiego MPK jest przystosowana do przewozu niepełnosprawnych. - Ale praktycznie nie ma możliwości, aby osoba na wózku sama poradziła sobie z wjechaniem do autobusu. Dlaczego? Bo nieprzystosowane są zatoki przystankowe - przyznaje Adam Matwiejczuk, kierownik działu utrzymania i planowania ruchu MPK. Problemy są z wizytami w urzędach. Np. w lubelskim Ratuszu nie ma windy dla niepełnosprawnych, bo na jej montaż nie chce zgodzić się konserwator zabytków. - Aby spotkać się z niepełnosprawnymi, muszę schodzić na parter - mówi Andrzej Pruszkowski, prezydent Lublina. - Akceptacja dla niepełnosprawnych przez resztę społeczeństwa to największy problem, z barierami architektonicznymi jakoś sobie poradzimy - dodaje jednak Jadwiga Mahdi. Na Lubelszczyźnie żyje ponad 360 tys. osób niepełnosprawnych w różnym stopniu, czyli ok. 15 proc. mieszkańców regionu. W samym Lublinie ok. 64 tys. (około 18 proc. mieszkańców), z czego 1,4 tys. to dzieci. Na pomoc dla stowarzyszeń i usuwanie barier architektonicznych Urząd Miejski w Lublinie przeznaczył ok. 400 tys. zł. Rozmowa z Adamem Orłem, koordynatorem ds. likwidacji barier architektonicznych Lubelskiego Forum Organizacji Osób Niepełnosprawnych Sejmiku Wojewódzkiego • Co jest najtrudniejsze dla osoby poruszającej się na wózku? - W naszej rzeczywistości wszystko. Kiedyś nie było takiego problemu, inwalidzi siedzieli w domu. • No właśnie, a teraz \"mają wymagania”... - Myślę, że dawniej nie było sprzętu, który pozwalałby się swobodnie poruszać. Oczywiście, edukacja i wzorce z Zachodu też zrobiły swoje. Niepełnosprawni chcą wrócić do społeczeństwa. • Powrót nie jest łatwy. Co stanowi największą barierę? - Wszystko. Naturalnie bariery architektoniczne są przeszkodą bardzo poważną. Utrudniają dostęp do lekarza, kultury, urzędu, a nawet znajomych. Ja sam przepisałem się do innej przychodni, gdyż w poprzedniej schody uniemożliwiały mi dostanie się do gabinetu lekarskiego. Brak odpowiednich środków komunikacji skazuje tych, co nie mają samochodów na przebywanie w jednym miejscu. Ale to nie są jedyne bariery. Spotykamy się z uprzedzeniami, z niechęcią i niekompetencją urzędników, a nawet pewnym strachem przed kontaktem z inwalidami. • W którym z miast Lubelszczyzny jest najlepiej? - W Białej Podlaskiej. • A gdzie najgorzej? - Wszędzie indziej... • Aż tak? - Podam przykład - Jacek miał dwa lata, kiedy wypadł przez okno. Teraz chcieliśmy mu pomóc dostać się do szkoły. Pani dyrektor z Zespołu Szkół Elektronicznych wyraziła zgodę na przyjęcie go, ale trzeba zrobić podjazd. Ponieważ w pobliżu budowana jest ulica Monte Cassino, sądziliśmy, że nie będzie problemu. Tymczasem okazało się, że miasto nie ma pieniędzy na taką - jak nam powiedziano - \"inwestycję”. Jak obliczyliśmy ta \"inwestycja” kosztowałaby ok. 1500 zł... Nie chcę tego komentować. To jedna z barier postawionych przed młodym chłopcem. • Co jest najważniejsze dla osób niepełnosprawnych? - Nie żądamy niczego nadzwyczajnego, chcemy być traktowani normalnie. • Jest pan aktywnym człowiekiem. Ma pan wiele funkcji, wśród nich jest taka - przewodniczący Grupy Aktywnej Rehabilitacji. Co to za grupa? - Kiedyś do Polski przyjechali Szwedzi, którzy uczyli niepełnosprawnych jak pokonywać bariery. Teraz już my, członkowie Grupy Aktywnej Rehabilitacji, uczymy innych. Wyszukujemy osoby tuż po wypadkach w szpitalu i na swoim przykładzie pokazujemy, że można mimo wszystko wiele osiągnąć, a w każdym razie być samodzielnym i nie być ciężarem dla najbliższych. Po ciężkim urazie kręgosłupa człowiekowi świat się wali. Mnie wspomagała rodzina i chłopcy z aktywnej rehabilitacji. Teraz spłacam dług - sam jestem instruktorem i osobą pierwszego kontaktu. • Czym jest Forum Organizacji Osób Niepełnosprawnych? - Lubelskie forum dziś zrzesza 45 stowarzyszeń. Uznaliśmy, że ludzie o różnym rodzaju niepełnosprawności zrzeszeni razem będą mieli większą moc egzekwowania przepisów. Bo prawo mamy dobre, gorzej z realizacją. Rozmawiała Maria Dobosiewicz

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama