- Pół wieku otwieram te same drzwi - łapie się za głowę pani Ewa.
Do pracy przyszła 1 października 1976 roku. O sprzęcie AGD nie miała bladego pojęcia. Z wykształcenia jest handlowcem. Nowego fachu nauczyła się od zera. Poprzez praktykę. Przez pięćdziesiąt lat zdążyła wypracować z kupującymi bliską więź.
- Ponad połowa z nich to stali klienci. Pamiętam ich sprzed trzydziestu, czterdziestu, nawet pięćdziesięciu lat. Wracają regularnie, przecież w domu zawsze coś się zepsuje. Prowadzimy ogromny asortyment do lodówek, pralek, zmywarek, piekarników, odkurzaczy, kuchenek gazowych, płyt indukcyjnych, robotów kuchennych, ekspresów do kawy i Bóg wie czego jeszcze – wymienia pani Ewa.
W PRL-u była tu pracownicą. W 1990 roku, tuż po transformacji ustrojowej, stanęła przed wyborem: odchodzi albo przejmuje lokal. Zdecydowała się założyć własną działalność, innych takich sklepów w Lublinie nie było i wciąż zresztą nie ma. Pani Ewa mówi, że Ardomex jest potentatem lubelskiej branży AGD.
Pani doktor AGD
Tytułuje się panią doktor od części artykułów gospodarstwa domowego. - Jakby pan przyszedł na specjalistyczny SOR! – śmieje się.
Klient mówi: „Poproszę worek do odkurzacza”. Pani Ewa pyta o model. On odpowiada: „Taki ładny, czerwony”. Ona patrzy na pięćdziesiąt rodzajów worków w sprzedaży i tłumaczy: „Proszę odwrócić odkurzacz, tam jest tabliczka znamionowa. Niech pan spisze dane, zrobi zdjęcie i wróci”.
Ktoś inny chce kupić nowy silnik do odkurzacza. Pani Ewa pyta, co się dzieje. Słyszy, że odkurzacz głośno rzęzi. Od razu proponuje: „Może wystarczy wymienić łożyska, a nie cały silnik?”.
- Podobnie w maszynkach do mięsa. Coś strzeli. Klient chce kupować całą część. A wystarczy mały element za pięć złotych. Albo ludzie często przychodzą i opisują objawy awarii pralki, a my w dziewięciu przypadkach na dziesięć zgadujemy, że to tylko grzałka. Klient sprawdza w domu, wraca i mówi: „Miała pani rację!”. Cenią nas za to. Trafiają z polecenia. „Kolega mówił, żeby do państwa przyjść, bo pewno coś doradzicie”, słyszymy. I staramy się doradzić tak, żeby taki człowiek zapłacił jak najmniej. W serwisie skasują spore pieniądze za sam fakt włożenia worka do odkurzacza. A przecież wielu ludzi potrafi bez problemu wymienić prostą część samemu. Na szczęście jest jeszcze mnóstwo takich, którzy potrafią majsterkować. Na przestrzeni lat zauważyłam, że przychodzi do nas obecnie więcej kobiet niż mężczyzn – opowiada pani Ewa.

Szczotka do Electroluxa
Od kilkudziesięciu lat współpracuje z tymi samymi hurtownikami. Twierdzi, że ten fach nie ma już przed nią żadnych tajemnic. Ardomex teoretycznie otwarty jest od 9.00 do 17.00. Ale na chwilę przed zamknięciem często ktoś dzwoni: „Bardzo proszę zaczekać chwilę, stoję w korku, jadę z drugiego końca miasta”. Pani Ewa cierpliwie czeka.
- Jestem empatyczna. Może ma w domu trójkę dzieci? Pralka popsuta? Trzeba mieć ludzkie podejście – przekonuje.
Pani Ewa prowadzi sklep wraz z synem Tomaszem. Współwłaściciel Ardomexu wspomina dzieciństwo, kiedy przybiegał do sklepu mamy. Pamięta sprzęty marki Farel, nieistniejącego już przedsiębiorstwa przemysłowego z Kętrzyna. Stąd też „farelka”, w całej Polsce pospolite określenie na termowentylator.
Jako siedmiolatek potrafił składać pierwsze elementy. Podobało mu się, że z tylu drobiazgów można coś skonstruować. Pod matczynym okiem złożył przykładowo młynek do kawy z części, które były w sklepie. Z czasem już nie tylko jej pomagał, ale też zaangażował się w Ardomex na stałe.
- W krótkim czasie nauczyłem się typów, modeli, sprzętu i jestem tu już dwadzieścia lat. Spodobało mi się. Praca z ludźmi, rozmowy z nimi, pomoc przy naprawie sprzętu dają mi dużo satysfakcji. Miłe słowa od klientów napędzają do jeszcze lepszej pracy - mówi pan Tomasz.

Zasłużony odpoczynek
- Nie sprzedajemy biznesu dlatego, że coś źle idzie. Sklep jest dochodowy. Ale chcę odejść na zasłużony odpoczynek – mówi pani Ewa.
Pytam, czy nie boi się, że zatęskni za Ardomexem.
- Staram się tak o tym nie myśleć. Oczywiście, że będę tęsknić. Ale czas na zmianę pokoleniową – rzuca.
Pan Tomasz przyznaje, że po sprzedaniu sklepu będzie mu żal. To duża część jego życia, migają przed oczami wszystkie modernizacje, dawne układy regałów, w końcu zaczął tu pracować w 2008 roku.
- Nie jestem w stanie utrzymać tego sklepu sam. Do prowadzenia takiego biznesu potrzeba dwóch chcących pracować osób – mówi.
Pompy do zmywarek, fartuchy do pralek
Dziesięć lat temu pani Ewa przeszła na emeryturę.
- Syn już wtedy pytał, co robimy. Ale czułam się świetnie, więc prowadziliśmy sklep dalej. I tak mijał rok za rokiem. Praca wyciąga mnie z domu. Motywuje do dbania o siebie, o wygląd – mówi właścicielka Ardomexu.
Wokół części do sprzętu AGD równiutko poukładane na półkach, w oszklonych gablotach klienci mogą oglądać elementy, które ich interesują, towar ustawiony jest asortymentowo z metkami, na których widnieje symbol towaru i jego cena.
- Tu mamy pokrętła i palniki do kuchenek. Tam pompy do pralek i zmywarek, cała gama ssawek, szczotek, worków do odkurzaczy. Same blokady do pralek zajmują całą półkę. Silniki, termostaty, węże, grzałki. Jeśli jakiejś części nie ma w sklepie, proponujemy klientowi złożenie dla niego zamówienia indywidualnego. Po dostawie informujemy go telefonicznie, że część na niego czeka - opowiada pani Ewa, przechadzając się za ladą.

Pani jest od zawsze
- Gdzie teraz będziemy jeździć po części? – pytają klienci Ardomexu.
Pan Tomasz mówi, że często to ci sami ludzie, których obsługiwał dwadzieścia lat temu. Pani Ewa przelicytowuje syna, powtarza, że ona dużą część z nich widywała jeszcze za czasów komunizmu.
Jeden ze stałych kupujących przyszedł w ostatnich dniach z nastoletnim synem. Gdy chłopak z witryny dowiedział się, że Ardomex idzie na sprzedaż, wydusił: „O nie, przecież pani tu jest… od zawsze”.


Komentarze