Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Katastrofa za katastrofą

Terminal przeładunkowy w Małaszewiczach. Godzina 11.45. Podczas przeładunku cysterny z pociągu białoruskiego na polski przy pomocy dźwigu, ładunek urwał się i spadł z wysokości 4 metrów na ziemię, wykolejając wagon. Są ranni robotnicy. Z cysterny wydobywa się szkodliwa dla zdrowia substancja, czteroetylek ołowiu.
Po kilku minutach na miejsce wypadku przybywa straż pożarna i pogotowie ratunkowe. Dowódca, mł. kapitan Marek Chwalczuk, wyznacza strefę zagrożenia. Od tej chwili nikt, oprócz strażaków ubranych w specjalne kombinezony, nie wejdzie na jej teren. Oni wyprowadzają i wynoszą rannych. Przejmuje ich pomoc medyczna. Strażacy w ciągu klikunastu minut uszczelniają cysternę poduszką powietrzną i przystępują do neutralizowania wycieku pianą. Wykolejonym wagonem zajmuje się ekipa kolejowego ratownictwa technicznego z Siedlec. Kiedy wydaje się, że jest po wszystkim, kilkadziesiąt metrów dalej następuje kolejna katastrofa. Wykoleiła się cysterna z materiałami ropopochodnymi. Wybuchł pożar. Na pomoc wezwano białoruski pociąg ratowniczy. Służby przystępują do akcji: gaszą płomienie, uszczelniają zbiornik i przepompowują jego zawartość do podstawionej cysterny zastępczej. - W akcji uczestniczyło 96 osób z różnych służb. Ćwiczenia przebiegały zgodnie z planem. Sprawdziliśmy w praktyce to, nad czym pracujemy teoretycznie. Pokazaliśmy, jak Polacy i Białorusini współdziałają podczas akcji ratowniczych na kolei - podsumowuje kpt. Mirosław Byszewski, rzecznik komendanta miejskiego Państwowej Straży Pożarnej w Białej Podlaskiej.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama