Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Życie na kreskę

Coraz więcej ludzi balansuje na krawędzi biedy. Aby przetrwać kolejny dzień zadłużają się. W pobliskich sklepach biorą artykuły spożywcze na tak zwaną kreskę.
Marianna i Krzysztof Nowakowie mieszkają w niewielkiej wiosce, w gminie Komarówka Podlaska. Prowadzą pięciohektarowe gospodarstwo rolne. Dochód z hodowli trzody chlewnej, uprawy ziemi nie zaspokaja podstawowych potrzeb. Nie daje gwarancji utrzymania sześciorga dzieci. Od pewnego czasu Nowakowie walczą z biedą oraz chorobą. Ich najmłodszy syn cierpi na bezdech, wymaga stałej opieki lekarskiej. - Kiedy syn robi się siny, wybiegam na szosę i szukam pomocy. Często dopadają mnie myśli, iż następnym razem nie będę w stanie nic zrobić -mówi Marianna Nowak. Los sześciorga dzieci spoczywa głównie na jej barkach. To ona prowadzi dom, stara się znaleźć sposób na wyjście z biedy. - Kilkakrotnie zwracałam się o jakieś wsparcie do pobliskich zakładów pracy, firm i osób prywatnych. Na mój list odpowiedział tylko jeden zakład - zwierza się 34-letnia kobieta. Państwo Nowakowie utrzymują się z zasiłku z opieki społecznej oraz zasiłku rodzinnego i pielęgnacyjnego wypłacanego przez KRUS. Wszystkiego 600 złotych. To nie wystarcza na przeżycie całego miesiąca. Bardzo często w domu brakuje chleba. Pieniędzy nie ma również na ubrania, obuwie dla dzieci. - Część moich dzieci chodzi boso, gdyż nie stać mnie na zakup nowych butów - mówi pani Marianna. Kobieta dodaje, iż środkiem zaradczym na trudną sytuację materialną jest zaciąganie kredytu w miejscowym sklepie spożywczym. Na tak zwaną kreskę żyje również dziewięcioosobowa rodzina Wiśniewskich z podbialskiej wsi. Pani Wiśniewska po śmierci męża, jedynego żywiciela rodziny musiała podjąć walkę o przetrwanie. - Zostałam sama. Zaczęłam zastanawiać się nad przyszłością, nad tym czy potrafię zapewnić swym dzieciom normalne warunki do życia. Los moich pociech był dla mnie najważniejszy -mówi Danuta Wisniewska. Kobieta wraz z dziećmi utrzymuje się z renty rodzinnej. Niewielka kwota nie zaspokaja potrzeb wielodzietnej rodziny. - Muszę rezygnować z wielu rzeczy, z zakupu nowych ubrań, butów. Jednak dzieci muszą coś jeść. Często, zwłaszcza tym młodszym tłumaczę, że nie stać mnie na zakup słodyczy. Zresztą czasami nie mam za co kupić chleba - podkreśla z rezygnacją D. Wiśniewska. Kobieta zaznacza, iż czasowym wyjściem z trudnej sytuacji jest branie w miejscowym sklepie artykułów spożywczych na kredyt. Z tego typu pomocy korzysta wiele rodzin. - Na zakup pieczywa, nabiału kredyt zaciąga mnóstwo osób. Gdybyśmy im odmówili, stracilibyśmy klientów - mówi jedna z ekspedientek. •

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama