Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Bogaty biednego nie zrozumie

Jak będziemy bez niego żyć? – załamuje ręce rodzina Darka. – Tylko on zarabiał pieniądze. Niewiele, ale na chleb wystarczało.
Ksiądz odprawił pogrzeb za darmo, ale i tak rodzice chłopca musieli pożyczyć pieniądze na trumnę, ubranie, grobowiec. Teraz głowią się z czego oddadzą sąsiadom. – Ludzie już się upominają – mówi pani Wacława Wasińska, matka 20-letniego Darka, którego śmiertelnie potrącił Jarosław Urban. – Mówią, że Urban bogaty, to pewnie nam dał. Ale przecież u nas nikogo nie było. Bogaty biednego nie zrozumie – płacze kobieta. Wasińscy codziennie są na cmentarzu. Żeby odwiedzić grób syna idą pieszo ponad siedem kilometrów. Nie mają pieniędzy na bilet autobusowy. Żyją bardzo ubogo. Mleko i kartofle, to ich podstawowy posiłek. Dom Wasińskich, choć murowany, sypie się. Sufit w pokoju odpada od wilgoci. Okien nie otwierają wcale – nie dałoby się ich później zamknąć. Dzieci śpią na podłodze. Tylko latem Darek i najstarsza Marysia przenosili się do niewielkiej przybudówki. – Tę wersalkę Darek dostał od ludzi – pokazuje pani Wacława. Przed samą śmiercią przyniósł do domu przenośny piecyk. Mówił, że będzie sobie w nim palił zimą. Ale już mu nie będzie potrzebny – płacze matka. Mimo że od pogrzebu Darka upłynął ponad tydzień, rodzina nadal nie dowierza, że chłopaka już nie ma. – Wydaje mi się, że zaraz wyjdzie z pokoju – mówi Sylwia, siostra Darka. – Był dobrym bratem. Za bratem tęskni też Agnieszka. To z nią Darek spędzał najwięcej czasu. W czasie pogrzebu widziała brata w trumnie. Zmasakrowana twarz chłopca tak bardzo utkwiła jej w pamięci, że dziewczynka boi się teraz zostawać w domu. – Ja do Urbana żalu nie mam. Wiem, że nie chciał zabić mojego dziecka – mówi pani Wacława, matka Darka. – To Bóg go osądzi. • Urban jest majętnym człowiekiem. Ma kilka sklepów i gruntów w Lublinie. Jest właścicielem lub współwłaścicielem kilkunastu kamienic w centrum miasta. Kilka dni temu, podczas konferencji prasowej, na pytanie dziennikarzy, czy kontaktował się z rodziną zabitego chłopca, zmieszał się. Mówił coś o adwokatach, którzy usiłowali to zrobić. W końcu przyznał, że nie zna nazwiska ofiary. Wczoraj niechętnie z nami rozmawiał o wypadku i jego okolicznościach. – To dla mnie zbyt bolesna sprawa. Wszystko co miałem do powiedzenia zeznałem prokuratorowi – powiedział nam Urban. Po tekstach, w których pokazaliśmy jak Urban jeździ swoimi autami po Lublinie, prokuratura zdecydowała o ostatecznym zatrzymaniu mu prawa jazdy. Zastosowała także poręczenie majątkowe – 100 tys. zł. Urban nie chce płacić. Zaskarżył tę decyzję. Kilka dni po wypadku Urban wycofał się z polityki. Pod naciskiem mediów i Andrzeja Leppera zrezygnował z kandydowania do europarlamentu. Nadal nie wiadomo, z jaką prędkością jechał lubelski biznesmen podczas wypadku w Garbowie. Wyniki pracy biegłych powinny być znane pod koniec miesiąca. Choć po pierwszych badaniach okazało się, że śmiertelnie potrącony człowiek był pijany, to prokurator nie zmienił zarzutu wobec Urbana: „Śmiertelne potrącenie pieszego na przejściu”. • W feralny dzień z Urbanem podróżowała radna sejmiku Zofia Grabczan. Co mówi o wypadku – strona 3 •Krzysztof Załuski

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama