Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Kultura według MPK

To nie kiosk ruchu! Ja tu podpasek nie sprzedaję! – usłyszała nasza Czytelniczka od kierowcy autobusu MPK, kiedy chciała kupić u niego bilet. Kierowcy nie spodobało się, że kobieta dała mu drobne pieniądze, a nie 2 zł w jednej monecie.
– Jechałam w środę rano z ul. Armii Krajowej na Czubach do pracy w centrum – opowiada pani Anna. – Podjechała „dziewiątka”. Wsiadłam, choć nie miałam biletu. Pamiętałam, że mam w kieszeni odliczone dwa złote (tyle kosztuje bilet kupowany w autobusie – red.). Całą złotówkę i kilka drobniejszych monet. Położyłam pieniądze na otwieranej półeczce w kabinie kierowcy i poprosiłam o bilet. – To nie kiosk ruchu – krzyczał kierowca. – Zabierać te drobniaki! Ja tu nie jestem od liczenia pieniędzy. Pani Anna nie dawała za wygraną. – Przecież tu jest napisane, że płacąc za bilet u kierowcy trzeba mieć odliczone pieniądze. Daję drobne monety, żeby nie musiał mi pan wydawać z 20 zł – przekonywała kobieta. Ale kierowca był nieugięty. Na koniec zatrzasnął otwartą półeczkę, na której leżały pieniądze. Monety potoczyły się po autobusie. – Pozbierałam je i pojechałam do pracy bez biletu – kontynuuje opowiadanie kobieta. – Na szczęście nie było kontroli. – Zapisz sobie numer boczny – usłyszała na odchodne od kierowcy pani Anna. Skandaliczne zachowanie kierowcy nie pozostanie bez echa. – Zajmiemy się tą sprawą – zapewnił Stanisław Wojnarowicz, rzecznik MPK. – To niedopuszczalne, żeby tak się odnosił do pasażerów. Na pewno dostanie upomnienie. Jedyne co może usprawiedliwiać butnego szofera to fakt, że czasami młodzi ludzie robią sobie żarty z kierowców. Rzucają im garść groszówek i proszą o bilet. W tym przypadku jednak nie było mowy ani o groszówkach, ani o żarcie grupy wyrostków. – Teraz będę jeździła prywatną komunikacją. Im nie przeszkadza, że nie dostają całej monety, ale drobne – kończy pani Anna.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama