Nowy sposób na glony w Zalewie Zemborzyckim. Pomogą bakterie?
Czy specjalne bakterie rozprawią się z glonami opanowującymi Zalew Zemborzycki? MOSiR rozmawia z firmą, która chce podjąć się takiego zadania. Zainteresowany jest również Nałęczów
- 28.04.2014 06:15

Sinice to glony, które wytwarzają związki chemiczne powodujące dolegliwości skórne, takie jak pokrzywka i rumień. Mogą być też powodem zapalenia spojówek, a w przypadku dostania się do przewodu pokarmowego mogą wywołać gorączkę, zapalenie płuc i ból brzucha. W zeszłym roku z powodu sinic kąpieliska nad Zalewem Zembrzyckim zamknięto na przełomie lipca i sierpnia. Do dziś problemu nie udało się rozwiązać na dobre.
Do miasta zgłaszały się firmy oferujące specjalne preparaty chemiczne, ale urzędnicy nie byli przekonani do tej metody, bo producenci nie chcieli podać pełnego składu swych preparatów. Ostatecznie miasto zdecydowało się na inne metody. W wodzie zatopione zostały maty ze słomy jęczmiennej umieszczane w pobliżu kąpielisk.
Teraz urzędnicy chcą dać szansę innej technologii. - Chodzi o wykorzystanie bakterii - mówi Zdzisław Hołysz, prezes Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji. - Jesteśmy na etapie rozmów z firmą oferującą takie rozwiązanie.
MOSiR interesuje się tym ze względu na stosunkowo niskie koszty. - Przedstawiciel tej firmy mówi o kwocie 9 milionów złotych - mówi Hołysz. - To o wiele mniej, niż wynosiłyby koszty pogłębienia zbiornika oszacowane na 250 milionów złotych, do czego trzeba by jeszcze doliczyć koszty wywiezienia i utylizacji mułu wybranego z dna zalewu.
Podobne rozmowy toczą się już z Nałęczowem w sprawie stawu w Parku Zdrojowym.
- Wcześniej proponowano nam metody za 4 miliony złotych. W przypadku zastosowania bakterii koszty byłyby o wiele niższa. Zabieg trwający około trzech miesięcy kosztowałby 50 tysięcy złotych, a podtrzymanie efektu to koszt 8 tys. złotych rocznie - podlicza Andrzej Ćwiek, burmistrz Nałęczowa. Podkreśla, że samorząd nie jest właścicielem stawu, ale jest gotów wziąć na siebie część odpowiedzialności za czystość wody. Podobnie jest w przypadku Lublina, gdzie zalew nie podlega miastu, ale to miasto podejmowało się prób jego oczyszczenia.
Na razie samorządowcy nie przesądzają, czy zdecydują się na skorzystanie z pomocy bakterii. Planowane są kolejne rozmowy w tej sprawie.
Reklama
Komentarze