Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Uczennica zmienną jest

Do w gimnazjum przy ul. Elektrycznej w Lublinie zadzwoniła młoda kobieta. Powiedziała, że w budynku jest bomba. Było poniedziałkowe popołudnie. Do szkoły przyjechała policja, straż pożarna i pogotowie ratunkowe. Ewakuowano uczniów. Przeszukano cały budynek. Bomby nie było.
Wieczorem do komisariatu przyszła mieszkanka Lublina z córką. Kobieta złożyła zawiadomienie o napadzie. Twierdziła, że ktoś wyrwał jej córce komórkę. Sprawa łączyła się z fałszywym alarmem. - Ustaliliśmy, że to właśnie z tego telefonu ktoś dzwonił z informacją o bombie - relacjonował wczoraj Radosław Zbroński z biura prasowego Komendy Miejskiej Policji w Lublinie. Około północy matka z córką znowu zjawiły się w komisariacie. Tym razem mówiły zupełnie co innego. Piętnastolatka przyznała się do telefonu z pogróżkami. Powiedziała, że podczas wcześniejszej wizyty na komisariacie kłamała - zawiadomienie o kradzieży komórki nie było prawdziwe. - Tłumaczyła tylko, że pomysł z bombą podsunęła jej koleżanka - mówi Zbroński. Piętnastolatką zajmie się sąd rodzinny. Jej rodzice mogą zastać obciążeni kosztami szukania bomby w gimnazjum. W akcji brało udział kilkadziesiąt osób. (er)

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama