Zeszli za nisko
Dlaczego samolot spadł? Od niedzieli ustala państwowa komisja. Jeden z jej członków osobiście nadzorował budowę feralnego egzemplarza. Komisja doszła do wniosku, że maszyna była bez zarzutu. Ale leciała niżej, niż nakazują przepisy.
- 22.08.2005 21:00
W katastrofie pod Łęczną zginął generał Jacek Bartoszcze i belgijski przedsiębiorca Karel Peeraer. Samolot RV-6 VANS, którym lecieli, to konstrukcja amerykańska. Ale ten konkretny egzemplarz powstał w Polsce. Został złożony z części i zarejestrowany w 2001 roku. Budową dowodził konstruktor lotniczy Tomasz Makowski. Od jesieni ubiegłego roku zasiada w Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych. A teraz, jako jej pracownik, ustala w Nadrybiu przyczynę sobotniej katastrofy. Także to, czy samolot nie miał wad konstrukcyjnych, albo nie uległ awarii, która mogła doprowadzić do wypadku. - Maszyna jest bez zarzutu - zapewniał wczoraj Makowski nad pociętym już wrakiem.
Samolot nie powinien schodzić poniżej pułapu 300 metrów, jeśli znajduje się w promieniu 600 metrów od budynków. Takie są przepisy. Poniżej 300 metrów mogą latać tylko przy starcie lub lądowaniu. A według relacji świadków maszyna spadła z wysokości nie większej niż 50 metrów. Rozbiła się około 30 metrów od budynku mieszkalnego. - To nie było podejście do lądowania - mówi Klich.
Tuż przed upadkiem samolot leciał bardzo wolno. Był przechylony w lewo, nagle zwiększył przechył, \"kładąc się na plecach”. Kolejny obrót, uderzenie, odbicie od ziemi, znów uderzenie. Taki przebieg wypadku wyłania się członkom komisji z relacji świadków. - To gwałtowne opadanie jest typowe dla utraty sterowności na skutek lotu z małą prędkością - mówi szef komisji.
Do wypadku doszło podczas towarzyskiego spotkania pilotów zorganizowanego przez belgijskiego przedsiębiorcę. Był właścicielem lądowiska w Nadrybiu. Świadkowie tragedii, w tym inni piloci, przeganiając dziennikarzy z miejsca zdarzenia zachowywali się jak ludzie pijani. - Nie ma żadnych podejrzeń, by piloci byli pod wpływem używek. Wskazuje na to analiza zdarzeń poprzedzających wypadek - twierdzi Klich. Wczoraj przeprowadzono sekcję zwłok pilotów. Prokuratura zażądała jednak badań trzeźwości.
Kto leciał niżej niż nakazują przepisy? RV-6 ma dwa równoprawne stanowiska sterownicze. - Już nigdy nie uda się ustalić, kto pilotował maszynę - mówi Jacek Jaworski, członek państwowej komisji.
Reklama
Komentarze