Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Już więcej nie zatankują

Niedaleko Dworca Głównego PKP w Lublinie działała nielegalna stacja benzynowa. Sprzedawała kierowcom olej opałowy jako napędowy. Szczególnym powodzeniem cieszyła się wśród taksówkarzy.
Litr paliwa kosztował trzy złote (w legalnych stacjach jest droższy o około 80-90 groszy). O stacji wiedzieli tylko wtajemniczeni. Trzeba było wjechać na plac za baraki. Przy niewielkiej wiacie stały dwa dystrybutory z paliwem. Jeden oferował olej opałowy, drugi - z olejem napędowym - był nieczynny. Proceder kwitł od co najmniej kilku miesięcy. Właścicielka nielegalnego interesu nie wiedziała, że stacja od kilku dni była obserwowana przez służby celne. W czwartek w południe na stację wkroczyli celnicy i policjanci. -  W magazynie były zbiorniki z 6 tysiącami litrów oleju opałowego i cysterna z kolejnym 1,5 tys. litrów paliwa - mówi Agnieszka Włodarkiewicz-Łabędzka, rzecznik Izby Celnej w Białej Podlaskiej. Przed dystrybutorem stał właśnie kierowca, który nie po raz pierwszy korzystał z usług stacji. Za używanie oleju opałowego do celów napędowych został ukarany 300-złotowym mandatem. Już w trakcie kontroli wjechał kolejny samochód. W jego baku był jeszcze olej opałowy. Właścicielka stacji oficjalnie prowadziła tylko warsztat samochodowy. Dopiero ubiegała się o pozwolenie na stację paliwową. Czeka ją postępowanie karno-skarbowe za prowadzenie dzikiej stacji oraz sprzedaż oleju opałowego kierowcom samochodów. (er)

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama