Na ławie oskarżonych zasiądzie nie tylko kierowca, który po pijanemu spowodował tragiczny wypadek, ale także człowiek, który pożyczył mu samochód. Wcześniej wypili wspólnie kilka butelek wódki.
Marek Pietrzela
02.02.2006 18:17
– Była niedziela, 21 sierpnia – opowiada Eugeniusz Michalak z Branicy Suchowolskiej pod Radzyniem. Usłyszałem potworny huk. Wybiegłem z mieszkania. Niedaleko domu, na moim polu, dymił rozbity maluch. Na łuku drogi, w poprzek jezdni, stał polonez. Zobaczyłem, że w fiaciku jest ciężko ranna Ania, moja dobra znajoma z sąsiedniej wsi. Jeszcze chwilkę żyła. Podniosła rękę do góry i umarła. Podróżujące z nią jej dzieci też były ranne, płakały. Ranna była jej koleżanka. Nikomu nie życzę, aby oglądał takie rzeczy.
Pogotowie przewiozło rannych do szpitala. Policja zatrzymała kierowcę poloneza, 42-
letniego Stanisława D. z miejscowości Świerże. Miał w organizmie aż 2,4 promila alkoholu. Kiedy wytrzeźwiał, został aresztowany.
Teraz prokuratura oskarżyła go o to, że w sierpniową niedzielę naruszył zasady bezpieczeństwa w ruchu drogowym: na łuku jezdni zjechał na lewy pas drogi i doprowadził do czołowego zderzenia z fiatem 126 p. Kierująca maluchem Anna K. poniosła śmierć na miejscu. Pasażerka Magdalena B., dzieci Anny – Olga i Dawid K. – doznali poważnych obrażeń, w tym złamań kości udowych i wstrząśnienia mózgu.
Prokurator oskarżył też właściciela poloneza. Zarzucił 44-letniemu Jackowi Wojciechowi M., że pomógł Stanisławowi D. w popełnieniu przestępstwa, przekazując mu samochód, choć wiedział, że kolega jest nietrzeźwy. Oficjalny zarzut: nieumyślne umożliwienie Stanisławowi D. naruszenia zasad bezpieczeństwa. Wobec niefrasobliwego właściciela poloneza prokurator zastosował poręczenie majątkowe.
Prokurator Janusz Syczyński powiedział nam, że Stanisławowi D. grozi kara do 12 lat więzienia. A za współudział w spowodowaniu przez pijanego kierowcę śmiertelnego wypadku, bo tak należy interpretować czyn właściciela poloneza, kara może wynieść nawet do 8 lat więzienia.
– Mieliśmy już wcześniej podobne sprawy. Zdarzają się jednak rzadko. Nie zawsze udaje się dowieść, że ktoś pożyczył auto pijanej osobie – mówi prokurator.
W tym przypadku takich problemów nie było. Stanisław D. przyznał się prokuratorowi do zarzucanych mu czynów. Co więcej – wyznał, że korzystał z pożyczonego auta dwukrotnie. Przypomniał sobie nawet, że po zderzeniu z maluchem siedział za kierownicą poloneza. Choć okoliczności samego wypadku nie pamięta.
Komentarze