Janów Podlaski. 60 tysięcy złotych za godziny nadliczbowe domaga się organista od byłego pracodawcy, proboszcza parafii pw. Świętej Trójcy. Żąda też przywrócenia do pracy. Wczoraj Sąd Rejonowy w Białej Podlaskiej przesłuchiwał świadków w tej sprawie: trzech księży, 20 parafian i wójta Janowa Podlaskiego.
06.03.2006 21:49
Z zeznań duchownych wynika, że Piotrowi G. żyło się w tej parafii, jak u Pana Boga za piecem. W dni powszednie pracował zaledwie 2–3 godziny, a w niedzielę 5 godzin. Ich zdaniem pracy swojej nie cenił, bo np. nieterminowo prowadził księgi parafialne, a z chórem ćwiczył tylko kilka razy w roku. Księża twierdzą, że organista zdzierał z parafian spore pieniądze. Za granie podczas ślubu lub pogrzebu brał po 200–300 zł. Ledwie o 100 złotych mniej niż ksiądz za całą mszę i ceremonię ślubną lub pogrzebową. Miał ponoć namawiać młodych księży, aby z wiernych „ciągnęli, ile uważają”. Dziekan ks. Tadeusz K. wyjawił w sądzie, iż organista nie żył skromnie. – Zadawał się z młodymi dziewczynami. A organista powinien być religijny w kościele i poza kościołem. Przez pięć lat nie widziałem, aby przystąpił do komunii świętej – mówił duchowny.
Kiedy w kwietniu 2005 roku organista nie pojawił się w pracy, otrzymał od proboszcza upomnienie, a później zwolnienie dyscyplinarne. Wtedy ściągnął do parafii inspekcję pracy. Straszył proboszcza, że go opisze w prasie. Przed sądem zarzucił księdzu, że za bardzo polubił jego żonę
i dlatego się go pozbył. (pim)
Komentarze