Telekomunikacja Polska SA musi oddać panu Jerzemu pieniądze. Monopolista wymusił na nim zapłatę za połączenia z afrykańską wyspą św. Tomasza, choć abonent nie miał na nie żadnego wpływu. Wyrok sądu właśnie się uprawomocnił.
Marek Pietrzela
31.05.2006 19:58
– Kwota była niewielka – 331, 51 zł. Ale chodzi o zasadę. Poza tym straciłem sporo czasu i nerwów na wyjaśnianie tej sprawy – opowiada pan Jerzy, mieszkaniec powiatu bialskiego.
Wszystko zaczęło się, gdy telekomunikacja namówiła abonenta na zakup pakietu internetowego. Jak się potem okazało, już pierwszego dnia korzystania z niego – w lutym 2004 roku – nastąpiło pierwsze przekierowanie połączenia na wyspy św. Tomasza w pobliżu Kamerunu. – Nie wiem, w jakim momencie się to stało. W każdym razie później TP SA obciążyła mnie sporymi rachunkami. Tak się przejęli, że jednego dnia otrzymałem aż siedem listów od nich. Potem przez pięć miesięcy nie potrafili wyliczyć mojego salda. W końcu odcięli telefon. Nie miałem wyjścia. Zapłaciłem za połączenia modemu z Afryką.
Potem pan Jerzy zamówił w swoim telefonie blokady połączeń międzynarodowych i ruszył na wojnę z wielkim koncernem. Pomogła mu rzecznik konsumentów Katarzyna Wawiórko. To ona wystąpiła z pozwami do sądu cywilnego. Razem z panem Jerzym walczyła o zwrot 331,51 zł. Skutecznie. Choć telekomunikacja odwoływała się od niekorzystnego dla niej wyroku pierwszej instancji, kolejny sąd uznał rację pana Jerzego. A wyrok właśnie się uprawomocnił.
Zdaniem sądu to operator z Afryki zainstalował na komputerze pana Jerzego „złośliwe” oprogramowanie łączące go z wyspą. Oczywiście bez jego wiedzy. Poza tym telekomunikacja powinna odpowiednio zabezpieczyć sieć przed takim nielegalnym podłączeniem. Mało tego. Żądanie od abonenta pieniędzy nie miało podstaw w umowie zawartej z TP SA.
– Mamy powód do dumy. Wygraliśmy z telekomunikacją. To dla wielu ludzi znajdujących się w podobnej sytuacji dobra wiadomość. Szkoda tylko, że od 2 marca tego roku nie otrzymuję już państwowych dotacji na opłacenie pozwu w imieniu konsumentów. Bo zmieniło się prawo – komentuje Katarzyna Wawiórko.
Komentarze