Reklama
Ma zielony być i basta!
To nic, że za lakier w kolorze \"zielony metalik” trzeba dopłacić kilka tysięcy złotych. Władze Lublina uparły się, że chcą mieć samochód w takich właśnie barwach. Po to, by jeździć nim po błocie. Nowy pojazd będzie kosztować około 100 tys. złotych.
- 22.08.2006 19:45
Mowa o nowym aucie terenowym, które ma być używane wspólnie przez Straż Miejską oraz dwa wydziały Urzędu Miasta: Wydział Bezpieczeństwa Mieszkańców i Zarządzania Kryzysowego oraz Wydział Ochrony Środowiska. - Pojazd będzie wykorzystywany m.in. podczas akcji przeciwpowodziowych, albo wtedy, gdy trzeba będzie wywieźć dzikie zwierzę, które zabłąka się w mieście - tłumaczy Mirosław Kalinowski z biura prasowego Ratusza.
Urzędnicy ogłosili już przetarg na zakup samochodu. Dokumentacja szczegółowo określa, jakie wymagania musi spełnić auto, by w ogóle zostało dopuszczone do przetargu. Ratusz uznał, że pojazd musi mieć kolor \"zielony metalik”. Ten i żaden inny. Dlaczego?
- Szczerze mówiąc nie wiem. Zaskoczył mnie pan tym pytaniem - mówi Janusz Semeniuk, zastępca dyrektora Wydziału Organizacyjnego Urzędu Miasta, odpowiedzialny za sprawy przetargów. - Podejrzewam, że ma to związek ze sposobem użytkowania tego auta. Przecież Straż Graniczna też ma ściśle określony kolor samochodów.
Tyle, że barwy radiowozów służb mundurowych szczegółowo określają rządowe rozporządzenia. Urzędu Miasta one nie obowiązują. - Dokumentację przygotowywał Wydział Ochrony Środowiska - odsyła nas Semeniuk.
- Z tego względu, że będzie to kolor przyjazny dla środowiska - stwierdza krótko Marian Stani, dyrektor WOŚ.
• Ale za taki kolor trzeba dopłacić...
- Niekoniecznie. Czasem taki lakier bywa w standardzie.
Warunki techniczne określone w specyfikacji przetargowej spełniają tylko trzy pojazdy: mitsubishi L-200, nissan pickup i toyota hilux. Sprawdziliśmy w lubelskich salonach. Za taki kolor nissana trzeba dopłacić 3 tys. złotych, w przypadku mitsubishi jest to 3,2 tys. zł a do toyoty trzeba dołożyć dodatkowe 2,5 tys.
Reklama

Komentarze