Dostał w twarz za jazdę po pijanemu
Pijany kierowca uciekając przed policją rozbił samochód na drzewie. Nie przeszkadzało mu, że obok niego siedział jego sześcioletni syn. Pijacka szarża ojca skończyła się dla dziecka – na szczęście – tylko nabitym guzem.
- 22.09.2006 18:24
Policję z Białej Podlaskiej na Grzegorza B. nasłał przypadkowy kierowca, który zauważył, że opel jedzie całą szerokością jezdni. Policjanci zobaczyli auto w okolicach Korczówki. Dali sygnał do zatrzymania się. – Kierowca ani myślał usłuchać – mówi sierżant Cezary Grochowski z bialskiej policji. – Z dużą prędkością skręcił w polną drogę i ruszył w stronę lasu.
Opel omal nie rozjechał dwóch rowerzystek. Kobiety rzuciły rowery i uciekły w pole. Na zakręcie samochód wypadł z drogi i zatrzymał się w piachu. Uciekinier na widok zbliżającego się policjanta znowu ruszył. Po kilkunastu metrach wpadł na drzewo. – Sześcioletni syn kierowcy siedział na przednim siedzeniu, bez fotelika i bez zapiętych pasów – mówi Grochowski.
Grzegorz B. miał ponad dwa promile alkoholu. Policjanci oddali dziecko jego żonie. Kobieta podziękowała im za zatrzymanie męża, i jeszcze w obecności funkcjonariuszy, kilkakrotnie go spoliczkowała. – Porozmawiamy jeszcze w domu – zapowiedziała. (ER, MEN)
Reklama













Komentarze