Żywność z unii na śmietniku
Żywność dla ubogich walała się po ulicy jednego z lubelskich osiedli domków jednorodzinnych. Wiadomo, że pochodziła z Lubelskiego Banku Żywności. Ale nie wiadomo, jak trafiła na bruk. Ustalenie winnego będzie praktycznie niemożliwe.
- 03.10.2006 18:21
Żywność leżącą obok kontenera Polskiego Czerwonego Krzyża na os. Choiny przypadkowo znalazł mieszkający w pobliżu reporter Polskiego Radia Lublin, Cezary Potapczuk. - Na chodniku było rozsypane mnóstwo mąki. Obok, przy kontenerze stały kartony z makaronem, ryżem i mąką. Tej żywności było kilkadziesiąt kilogramów. Bawiły się nią dzieci - opowiada dziennikarz. Na opakowaniach były emblematy Banku Żywności oraz Agencji Rynku Rolnego. Prowiant w takich paczkach jest finansowany przez Unię Europejską. Powinien być rozdawany osobom potrzebującym w najbiedniejszych regionach unii. Na osiedlowym chodniku walał się przez kilka dni.
- To jest rzecz wysoce naganna - tak o incydencie mówi Władysław Saba, dyrektor lubelskiego oddziału Agencji Rynku Rolnego. To właśnie ARR przekazuje unijną żywność dla ubogich czterem organizacjom w województwie: Lubelskiemu Bankowi Żywności, Polskiemu Komitetowi Pomocy Społecznej, PCK i archidiecezjalnej Caritas. - Przekazałem tę sprawę do warszawskiej centrali agencji i czekam na ich decyzję o ewentualnej kontroli w Lubelskim Banku Żywności. Ale ustalenie winowajcy będzie przypominać szukanie igły w stogu siana. - My tylko przyjmujemy dary i je magazynujemy - mówi Marzena Pieńkosz-Sapieha, dyrektor Lubelskiego Banku Żywności (LBŻ). - Później przekazujemy tę żywność różnym organizacjom i to one rozdają je osobom potrzebującym. W całym województwie mamy 150 takich organizacji. W samym Lublinie jest ich czterdzieści. I to od nich musiała pochodzić ta żywność. Staramy się to wyjaśnić - dodaje Pieńkosz-Sapieha. Według szefowej LBŻ punktem wydawania darów położonym najbliżej miejsca, w którym wyrzucono żywność jest filia nr 4 Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie przy al. Kompozytorów Polskich. Ale tam stanowczo zaprzeczają, by prowiant mógł pochodzić od nich.
- Dary wydawaliśmy do końca września, bo to tego czasu dysponowaliśmy magazynem na żywność - mówi Mirosława Greguła, kierowniczka filii MOPR. - Rozdaliśmy wszystkie opakowania. Co do jednego kilograma. Wiem, że dary wydają również parafie. Może to stamtąd? To nie pierwszy przykry incydent. Dwa lata temu żywność z LBŻ trafiła na targowiska. - Robimy wszystko, co możemy, by takie rzeczy się nie zdarza
Reklama
Komentarze