Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
Reklama

Nikt nie rwie się do rwania

W sadach klęska urodzaju, a chętnych do zrywania jabłek jak na lekarstwo. Białorusini pracowaliby za 40 zł dziennie, ale nie stać ich na wjazd do Polski.
- Z naszego rodzinnego sadu zbiorę około 100 ton jabłek. Dwa razy tyle, co przed rokiem. Obawiam się jednak, że nie zdążę zerwać owoców przed większymi mrozami. Brakuje rąk do pracy - narzeka Józef Zając z powiatu radzyńskiego. Sadownik mówi, że płaci zrywającym robotnikom 30-40 zł dniówki. Ale chętnych do takiej pracy nie ma, choć w kartotekach urzędów pracy roi się od bezrobotnych. - Miejscowi nie kwapią się do roboty. Wielu Białorusinów z Brześcia i Kobrynia chciałoby przyjechać do nas na zarobek. Ale przy wjeździe do naszego kraju muszą posiadać finansowe zabezpieczenie na pobyt w Polsce. Mówią, że nie stać ich na to - tłumaczy Zając. Także Sylwester Owerko z Janowa Podlaskiego, właściciel m.in. 38 ha jabłoni, 3 ha grusz, 1,5 ha wiśni i ok. 25 ha porzeczki przyznaje, że ma problemy z brakiem ludzi do pracy. - Wkrótce nadejdą jesienne deszcze i utrudnią pracę w sadach. Sezon zrywania jabłek trwa do 1 listopada. Później już tylko kończy się \"dorywki”. Ministerstwo rolnictwa ułatwiło co prawda zatrudnianie obcokrajowców, ale nie mogą wjechać do Polski, jeśli nie mają pieniędzy. Nasz rozmówca przyznaje, że w tym roku jest bardzo duży urodzaj jesiennych jabłek deserowych. Na razie duże partie tych owoców dostarczają na rynek ogrodnicy, którzy nie mają przechowalni i muszą szybko sprzedać zbiór. Bogdan Jachimczuk, prezes bialskiego Oddziału Inżynierów i Techników Rolnictwa żałuje, że wśród sadowników nie udało się utworzyć podlaskiej grupy producenckiej. A tylko w pobliżu Białej Podlaskiej jest prawie 200 większych producentów owoców. I teraz każdy z nich musi indywidualnie zabiegać o eksport. A z tym jest trudno. Rosja oficjalnie nie przyjmuje naszych jabłek. Polscy eksporterzy sprzedają je na Litwę, do Czech i Słowacji. Prawdopodobnie dopiero stamtąd jadą dalej na Wschód, gdzie jednak w ubiegłym tygodniu wzrosły cła na owoce. Józef Zając sprzedaje jabłka przy międzynarodowej drodze Warszawa-Moskwa. Widzi, jak za Bug pędzą zachodnie tiry z owocami. - Z ciężkim sercem patrzę na transporty niemieckich i holenderskich jabłek. A polscy sadownicy, choć są przy granicy, mają wielkie kłopoty ze zbytem - narzeka.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama