Malarze z muliną
Rozmowa z Ewą Filipowicz, prezesem Stowarzyszenia Twórców Przedmiotów Artystycznych „Kanwa”
- 05.09.2007 13:28
- Krzyżykowa. Naszym pędzlem jest igła, a farbą mulina. Tak powstają wyszywane obrazy.
- Mój największy obraz powstawał 900 godzin. Ale to indywidualna sprawa. Wszystko zależy od stopnia skomplikowania wzoru, ilości kolorów, cieni na obrazie.
- Ponad 200. Pracowało nad nimi 78 pan i 2 panów.
- No pewnie! To zajęcie, które pozwala się odstresować, zebrać myśli, odzyskać równowagę psychiczną. Uczy cierpliwości i wytrwałości. Liczysz krzyżyki, więc nie myślisz już o niczym innym. Ale największa radość jest wtedy, gdy widzi się efekt swojej żmudnej pracy. Kiedy z kolorowych nitek wyłania się obraz.
- O to właśnie chodzi. My nie wyszywamy - my malujemy muliną.
- Oczywiście. Spotykamy się w każdą środę o 17 w Osiedlowym Domu Kultury na ul. Wallenroda w Lublinie. A jeśli ktoś chce zobaczyć, jakie cuda będą mogły wyjść i spod jego ręki, zapraszamy na wystawę do WOK przy ul. Dolnej Panny Marii. Nasze obrazy będą wisiały tam do 22 września. Co najmniej - bo zazwyczaj przedłużamy wystawę, takim cieszy się powodzeniem.
Reklama
Komentarze