Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Przeciwnicy masztu spacyfikowani (wideo)

Dantejskie sceny rozegrały się dziś wśród bloków na lubelskich Czubach. Policja siłą usunęła ludzi blokujących dojazd do budowy nadajnika telefonii komórkowej.
Około trzydziestoosobowa grupa mieszkańców os. Poręba od rana stała na jezdni prowadzącej do posesji, na której od trzech tygodni budowane są fundamenty pod maszt z nadajnikami sieci telefonii komórkowej Era GSM. Czterdziestometrowa konstrukcja ma stanąć tuż obok ich bloków. Ludzie boją się, że nadajnik zaszkodzi ich zdrowiu. Pomocy szukali w urzędach, ale nikt z władz nie wstrzymał pozwolenia na budowę. Dlatego wyszli na ulicę. Mieszkańcy zablokowali dojazd betoniarkom, chodząc po przejściu dla pieszych. - Wiedząc o proteście przyjechaliśmy pilnować porządku, jeszcze zanim pojawił się tu ciężki sprzęt budowlany - mówi Magdalena Jędrejek z lubelskiej policji. Gdy atmosfera zaczęła się zagęszczać, przybyły policyjne posiłki. W sumie 27 radiowozów. - Trzykrotnie wezwaliśmy ich do zejścia z drogi. A potem usunęliśmy siłą. Taką decyzję wydał komendant miejski policji - tłumaczy Jędrejek. - Brali nas i rzucali na trawnik - ripostuje Henryka Słapczyńska, jedna z protestujących. Ludzie nie dali za wygraną. Znowu zablokowali ulicę. Tym razem nie chcieli wypuścić ciężarówek z budowy. - Już ze dwadzieścia minut tak stoję. Dłużej musiałem czekać, żeby wjechać - mówi pan Dariusz, kierowca betoniarki. - Ale nie mam żalu do tych ludzi. To ich sprawa. Mundurowi przez megafon poprosili ludzi, by zeszli z drogi. Apel nie poskutkował. Zwarty kordon policjantów zaczął spychać z drogi wrzeszczących w niebogłosy ludzi. - Strasznie boli mnie palec, chyba złamany - żali się Aneta Chocyk. Jeden z policjantów obiecał, że wezwie karetkę. - Nigdzie stąd nie pójdę. Muszę pilnować drogi. Dwie ciężarówki wyjechały. Kolejne czekają na wjazd. - Stan wojenny!, ZOMO!, Gdzie prezydent! - skandują mieszkańcy. Teraz naciera na nich szpaler policjantów osłoniętych plastikowymi tarczami. - Na stadion Motoru z tą odwagą - krzyczy jeden z protestujących. Inny wpada pod nogi mundurowych: - Ratunku! Depczą! Kopią! - lamentuje. I znów mieszkańcy zepchnięci z drogi. Budowa trwa, tymczasem Urząd Miasta i Urząd Wojewódzki nie mogą dojść do porozumienia, który z nich ma zająć się wnioskiem o jej wstrzymanie. Kto ma rozpatrzeć wniosek zdecyduje za ok. dwa miesiące Naczelny Sąd Administracyjny.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama