Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Podpisałam lojalkę, działałam dalej

Rozmowa z Teresą Liszcz, sędzią Trybunału Konstytucyjnego
Teresa Liszcz znalazła się w katalogu osób publicznych, opublikowanym na stronach internetowych Instytutu Pamięci Narodowej. Czytamy tam m.in., że 19 grudnia 1981 roku przeprowadzono z nią rozmowę ostrzegawczą. Miała wtedy podpisać oświadczenie o \"zaniechaniu szkodliwej działalności i przestrzeganiu porządku prawnego.” Jednak z dalszych wpisów wynika, że Liszcz była szykanowana za swoją działalność opozycyjną. • Dlaczego Pani podpisała lojalkę? - Mąż został zatrzymany za działalność opozycyjną. To był początek stanu wojennego. Kiedy mnie wezwano na przesłuchanie usłyszałam: jak nie podpiszesz lojalki, mąż nie wyjdzie z więzienia. On obawiał się, nie jest zbyt odporny psychicznie. Jego ojciec przesiedział 10 lat w wiezieniu za działalność w Armii Krajowej. Dlatego podpisałam lojalkę. Jej tekst był do przyjęcia, jeśli oczywiście pominąć panujący wówczas system i to, że robiłam to pod przymusem. Swojej działalności, nie uważałam za szkodliwą. • I stosowała się Pani do zaleceń służb PRL? - Nie, robiłam to co przedtem. Współpracowałam z \"Solidarnością”: udzielałam porad prawnych, chodziłam z \"bibułą”. Zatrzymywano mnie z tymi drukami w 83 i 84 roku, czyli już po podpisaniu lojalki. • Nie bała się Pani posądzeń o współpracę ze Służbą Bezpieczeństwa? - Niech sobie ludzie myślą co chcą. Ja nie zamierzam robić z siebie bohaterki, nie działałam w kierownictwie podziemnej \"Solidarności”, ale cały czas pomagałam związkowi. Rozmawiał Rafał Panas

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama