Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Rafał stracił palce

Pogorszył się stan 20-letniego Rafała rannego w eksplozji w bloku przy ul. Skrzatów. Do wybuchu doszło, gdy student rozbrajał pocisk.
Stan chłopaka jest poważny. Rafał J. stracił część palców dłoni i stopy. Ma ciężkie poparzenia podudzi i dróg oddechowych. Lekarze utrzymują go w sztucznej śpiączce. - Przeszedł amputację dłoni - mówi Adam Nogalski ze szpitala przy ul. Staszica. - Za wcześnie jest mówić, czy przeżyje. Czeka go wielomiesięczne leczenie. Tuż po eksplozji stan 20-latka był znacznie lepszy. - Rozmawiał z naszym policjantem - relacjonuje Witold Laskowski z lubelskiej komendy. - Pytał, co się stało z jego okiem. Dramat rozegrał się w czwartek po godz. 17.30 w mieszkaniu na parterze czteropiętrowego bloku przy ul. Skrzatów. Student chemii rozbrajał w swoim pokoju pocisk. Wtedy doszło do eksplozji. - Ledwo co wywiesiłam na balkonie narzuty - mówi Jadwiga Śledź, sąsiadka Rafała. - Nagle usłyszałam huk i krzyk. Wybiegłam na balkon, a tam biały dym. A potem straż, karetka i policyjne radiowozy. W pokoju studenta policja zastała pokaźny skład amunicji. Ewakuowano wszystkich 140 mieszkańców bloku. - Właśnie wracałem z kościoła. Nie mogłem już się dostać do domu - opowiada Bolesław Mroziński. - Osiem osób nocowało w ustawionym przez nas ogrzewanym namiocie - mówi Michał Badach ze straży pożarnej. - Ja trafiłam do znajomych. Przyjechali po mnie, jak zobaczyli wszystko w telewizji - mówi pani Jadwiga. - Policjanci dali mi wejść do domu tylko na kilka sekund - wzdycha Danuta Michalak. - Musiałam wrócić po leki. Nocleg w hotelu załatwił nam prezydent - dodaje. - Poprosiliśmy lekarzy, by w namiocie wydawali leki tym, którzy nie zdążyli ich zabrać z domu - mówi Jerzy Ostrowski, z wydziału kryzysowego Urzędu Miasta. Lokatorzy mogli wrócić do mieszkań dopiero o godz. 5 rano, gdy wojskowi saperzy z Dęblina wywieźli całą amunicję na poligon w Jagodnie koło Łukowa. Nadzór budowlany uznał, że blok jest bezpieczny. - Jego konstrukcja nie ucierpiała - uspokaja Ryszard Bogusz, powiatowy inspektor nadzoru budowlanego. Dostawy gazu do bloku wznowiono dopiero wczoraj po południu. Po wyjściu ze szpitala student stanie przed sądem. Śledczy chcą mu postawić zarzut sprowadzenia zagrożenia życia wielu osób. Za takie przestępstwo grozi nawet 10 lat więzienia. Nieoficjalnie wiadomo, że mieszkająca ze studentem babcia - była prokurator - wiedziała o groźnej pasji chłopaka, ale nie powiadomiła o wszystkim policji. 1 granat ręczny, 6 zapalników artyleryjskich, 4 pociski artyleryjskie, 2 bomby lotnicze (w tym jedna o wadze 10 kg), 9 granatów moździerzowych przeciwpancernych, 11 napędów granatów przeciwpancernych i rakietowych, ładunek miotający prochowy, 2 wyrzutnie granatów przeciwpancernych, 4 granaty rakietowe oraz 200 sztuk amunicji karabinowej, pistoletowej i przeciwlotniczej.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama