Reklama
Polonia szturmowała punkty wyborcze
185 tysięcy Polaków za granicą mogło oddać głos w wyborach parlamentarnych. To trzy razy więcej osób niż w poprzednich wyborach dwa lata temu.
- 21.10.2007 20:31
Poza granicami kraju przygotowano ponad 200 komisji na lądzie i siedem na morzu. Najwięcej jest ich w Stanach Zjednoczonych i w Wielkiej Brytanii - po 20. Osiem obwodów stworzono w Afganistanie, trzy w Iraku. Tam zagłosowali przede wszystkim polscy żołnierze. W Hiszpanii zorganizowano siedem komisji obwodowych, w Australii, Kanadzie i Niemczech po sześć, pięć we Francji i na Ukrainie, cztery w Chinach, trzy na Białorusi.
Ponad pół godziny w Berlinie, 40 minut w Rzymie, półtorej godziny w Kolonii i w Barcelonie, a nawet 3,5 godziny w Dublinie - tyle trzeba było czekać w polskich placówkach za granicą, by zagłosować w wyborach.
Ze względu na różnice czasu wybory w Afganistanie rozpoczęły się 2,5 godziny wcześniej. W tym kraju na misji pokojowej przebywa obecnie około dwóch tysięcy żołnierzy. Siedem lokali wyborczych zorganizowano dla nich w polskich bazach wojskowych, a jedną w ambasadzie w Kabulu.
W Wielkiej Brytanii, w komisjach wyborczych zarejestrowało się ponad 47 tysięcy Polaków.
Do dyspozycji głosujących była rekordowa liczba komisji obwodowych - 20, z czego cztery w Londynie.
Głosowania w USA i w Kanadzie miały rekordową frekwencję: Filadelfia - 86 proc. (532 głosujących), New Britain 48) - 93,7 proc. (914 głosujących), Passaic - 87 proc. (2891 głosujących), Nowy Jork/Konsulat Generalny RP - 90,0 proc. (2535), Nowy Jork/ Greenpoint - 87 proc. (4684 głosujących). W całych Stanach Zjednoczonych do urn poszło ponad 20 tysięcy Polaków, czyli 4 razy więcej niż dwa lata temu.
We Francji najwięcej Polaków głosuje w konsulacie w Paryżu. Lista wyborców zawiera tam 4760 nazwisk. W Niemczech 18 tysięcy Polaków głosuje w sześciu komisjach. We Włoszech dużą grupę głosujących stanowią polscy księża i zakonnicy, którzy pracują w Watykanie lub studiują na uczelniach kościelnych.
Wszyscy Polacy głosujący za granicą wybierają kandydatów do parlamentu z listy warszawskiej.
W Nowym Jorku, jak zwykle, wybory były o dzień wcześniej, 20 października. Nie jestem członkiem żadnej polskiej partii, ale głosowałem na PO. Mój lokal wyborczy był w Konsulacie RP na Manhattanie w Nowym Jorku (na zdjęciu). Oficer ochrony, pilnujący placówki, powiedział mi, że do głosowania w konsulacie zarejestrowało się ok. 2500 osób. Z lat poprzednich wiem, że na Manhattanie głosuje głównie inteligencja, więc na 99 proc. wygra PO. Natomiast na nowojorskim Greenpoincie zapewne wygra Samoobrona lub PiS. A to dlatego, że tam co drugi polonus jest szczęśliwym posiadaczem radia odbierającego program ojca Rydzyka.
Pozdrawiam Serdecznie
Grzegorz Nieoczym
New York
Reklama













Komentarze