Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Polonia szturmowała punkty wyborcze

185 tysięcy Polaków za granicą mogło oddać głos w wyborach parlamentarnych. To trzy razy więcej osób niż w poprzednich wyborach dwa lata temu.
Poza granicami kraju przygotowano ponad 200 komisji na lądzie i siedem na morzu. Najwięcej jest ich w Stanach Zjednoczonych i w Wielkiej Brytanii - po 20. Osiem obwodów stworzono w Afganistanie, trzy w Iraku. Tam zagłosowali przede wszystkim polscy żołnierze. W Hiszpanii zorganizowano siedem komisji obwodowych, w Australii, Kanadzie i Niemczech po sześć, pięć we Francji i na Ukrainie, cztery w Chinach, trzy na Białorusi. Ponad pół godziny w Berlinie, 40 minut w Rzymie, półtorej godziny w Kolonii i w Barcelonie, a nawet 3,5 godziny w Dublinie - tyle trzeba było czekać w polskich placówkach za granicą, by zagłosować w wyborach. Ze względu na różnice czasu wybory w Afganistanie rozpoczęły się 2,5 godziny wcześniej. W tym kraju na misji pokojowej przebywa obecnie około dwóch tysięcy żołnierzy. Siedem lokali wyborczych zorganizowano dla nich w polskich bazach wojskowych, a jedną w ambasadzie w Kabulu. W Wielkiej Brytanii, w komisjach wyborczych zarejestrowało się ponad 47 tysięcy Polaków. Do dyspozycji głosujących była rekordowa liczba komisji obwodowych - 20, z czego cztery w Londynie. Głosowania w USA i w Kanadzie miały rekordową frekwencję: Filadelfia - 86 proc. (532 głosujących), New Britain 48) - 93,7 proc. (914 głosujących), Passaic - 87 proc. (2891 głosujących), Nowy Jork/Konsulat Generalny RP - 90,0 proc. (2535), Nowy Jork/ Greenpoint - 87 proc. (4684 głosujących). W całych Stanach Zjednoczonych do urn poszło ponad 20 tysięcy Polaków, czyli 4 razy więcej niż dwa lata temu. We Francji najwięcej Polaków głosuje w konsulacie w Paryżu. Lista wyborców zawiera tam 4760 nazwisk. W Niemczech 18 tysięcy Polaków głosuje w sześciu komisjach. We Włoszech dużą grupę głosujących stanowią polscy księża i zakonnicy, którzy pracują w Watykanie lub studiują na uczelniach kościelnych. Wszyscy Polacy głosujący za granicą wybierają kandydatów do parlamentu z listy warszawskiej. W Nowym Jorku, jak zwykle, wybory były o dzień wcześniej, 20 października. Nie jestem członkiem żadnej polskiej partii, ale głosowałem na PO. Mój lokal wyborczy był w Konsulacie RP na Manhattanie w Nowym Jorku (na zdjęciu). Oficer ochrony, pilnujący placówki, powiedział mi, że do głosowania w konsulacie zarejestrowało się ok. 2500 osób. Z lat poprzednich wiem, że na Manhattanie głosuje głównie inteligencja, więc na 99 proc. wygra PO. Natomiast na nowojorskim Greenpoincie zapewne wygra Samoobrona lub PiS. A to dlatego, że tam co drugi polonus jest szczęśliwym posiadaczem radia odbierającego program ojca Rydzyka. Pozdrawiam Serdecznie Grzegorz Nieoczym New York

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama