Iza znów jest z nami
Dziewięcioletnia Iza spod Łukowa wybudziła się z bardzo głębokiej śpiączki. Zapadła w sen po tym, jak potrącił ją samochód.
- 30.10.2007 19:29
Przez trzy miesiące leżała w łóżku bez ruchu, bez żadnego kontaktu
ze światem.
Pani Bożena przytula się do twarzy córki. Całuje policzki, oczy, włosy - Bardzo się cieszę bardzo mój skarbie - szepcze jej do ucha. - Już teraz będzie dobrze, zobaczysz.
Podnosi załzawione, ale szczęśliwe oczy. - To dzięki Bogu i lekarzom - głaszcze Izę po rękach. - Czekałam na ten dzień trzy miesiące. Czekałam na cud. Wierzyłam, że Iza wróci.
24 lipca pani Bożena nie zapomni do końca życia. - Było po godz. 19. Piękna, słoneczna pogoda - wspomina szczegół po szczególe. - Iza obejrzała bajkę w telewizji. Wyprowadziła rower z garażu. Minęło kilka minut. Usłyszałam straszliwy pisk opon. Wybiegłam z domu. Zobaczyłam, jak 50 metrów od domu leży na poboczu. Obok stał kierowca, który ją potrącił.
Tak zaczęła się tragedia matki, która dzień w dzień pokonywała z przesiadkami ponad 200 kilometrów, by posiedzieć choć chwilkę przy dziecku nie dającym znaku życia. - Iza była w bardzo głębokiej i ciężkiej śpiączce - przyznaje prof. Jerzy Osemlak, kierownik Kliniki Chirurgii i Traumatologii Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Lublinie. - To był stan wegetatywny, bez żadnego kontaktu z otoczeniem, z przykurczami rąk i nóg.
Dziewczynka żyła dzięki urządzeniom, do których była podłączona. Codziennie przychodził do niej rehabilitant, masując pokurczone kończyny. - Kilka dni temu, to była sobota albo niedziela... oczy zaczęły inaczej patrzeć - opowiada wzruszona matka. - Ścisnęła lewą rękę. Następnego dnia prawą.
Potem wydarzenia potoczyły się już szybko. Kolejnego dnia odłączono respirator, bo dziewczynka zaczęła sama oddychać. Potem sondę do odżywiania, bo zaczęła sama jeść. - Pokaż, jak podnosisz prawą rączkę - poprosiła wczoraj mama. - A teraz lewą. No ślicznie.
Jak zaznacza profesor Osemlak, przed Izą jeszcze długa rehabilitacja ruchowa oraz logopedyczna.
Reklama
Komentarze