Reklama
Ministerstwo na nią czeka
To najbardziej błyskotliwa kariera polityczna ostatnich lat. 24-letnia Magdalena Gąsior-Marek rok temu została radną miejską z PO.
- 31.10.2007 12:47
Teraz wygrała wybory do sejmu choć startowała z odległego miejsca. - Jest ambitna, ale nie idzie to w parze z wiedzą - twierdzą jej przeciwnicy. - Ma potężną energię i zdolność do osiągania celu - zachwalają zwolennicy.
\"Jedyna z Lublina” - pod takim hasłem szła do wyborów. W centrum Lublina nie było latarni bez jej plakatu. Jej ulotki rozdawali młodzi ludzie w odblaskowych kamizelkach; podobne nosili ludzie z obsługi zawodów motocrossowych. Magdalena Gąsior-Marek startowała dopiero z ósmego miejsca lubelskiej listy PO, a zdobyła 16 114 głosów co dało jej czwarty wynik spośród pięciu zwycięskich kandydatów PO. Działający od lat w Lublinie prawnik i zastępca prezydenta Włodzimierz Wysocki zdobył zaledwie 3419 głosów.
Gąsior-Marek sama przyznaje, że w polityce znalazła się przez przypadek. Studiowała na Wydziale Ekonomicznym UMCS i prowadziła Studencki Klub Dyskusyjny. Zainteresowana programem wyborczym PO poszła do siedziby partii. Ludzie, których poznała przypadli jej do gustu. A ona im - Koło Młodych PO zaproponowało jej start do Rady Miasta.
Dostała 10 miejsce. I rozbiła bank. Została najmłodszym rajcą i przewodnicząca ważnej komisji budżetowo-ekonomicznej.
Wtedy nastąpiła seria mniejszych lub większych wpadek Magdalena Gąsior-Marek. Kiedy radni z tejże komisji zastanawiali się w maju jak uratować tonące w kłopotach finansowych lubelskie MPK, radna dopytywała czy autobus nr 26 może częściej jeździć przed godz. 8.30.
Młoda polityk ledwo zaistniała w polityce, a już wdała się w wojnę z szefem Lubelskiej PO posłem Januszem Palikotem. Choć tuż po wyborze na radną pytana o polityczne wzorce wymieniła Donalda Tuska i Janusza Palikota. Pół roku później w sporze Palikota z radnym miejskim Platformy Dariuszem Piątkiem stanęła po stronie tego drugiego.
- Piątek i jego otoczenie wystawili Gąsior-Marek na pierwszą linię i jej rekami walczyli z Januszem - mówi nam proszący o anonimowość działacz PO. Zarząd Regionu partii niemal jednogłośnie postawił wiceprzewodniczącego lubelskiej PO i radnego Dariusza Piątka przed partyjnym sądem. Wśród oficjalnych powodów była afera ze stypendiami Dariusza Piątka (PO) i bratanka radnego, Piotra Więckowskiego startujących w Klubie Motorowym Cross. Mieli dostać z miejskiej kasy po 1800 zł. A według wiceprezydenta Włodzimierza Wysockiego należało im się według wcześniejszych ustaleń 700-800 zł. Więckowski wysłał doniesienie do prokuratury. Stwierdził, że Wysocki przekroczył swe uprawnienia.
Przeciwnicy Palikota odpowiedzieli kontratakiem. Gąsior-Marek poinformowała dziennikarzy na konferencji prasowej o złożeniu do sądu koleżeńskiego wniosku o wyrzucenie Palikota z partii. Tak radna popadła w konflikt interesów: broniła partyjnych kolegów związanych z Klubem Motorowym Cross, w którym dyrektorem jest jej mąż.
- Moje działania związane z niedopuszczaniem do szkalowania dobrego imienia partyjnych kolegów są podyktowane wyłącznie poczuciem odpowiedzialności za partię. Miejsce pracy mojego męża nie ma żadnego wpływu na moją obiektywną ocenę sytuacji - tłumaczyła nam radna.
Rozłam w lubelskiej PO i to tuż przed wyborami nie był na rękę szefom partii. Broń została zawieszona. Na liście wyborczej znalazła się tylko jedna osoba związana z Piątkiem i jego środowiskiem: Magdalena Gąsior-Marek. Miała pójść na pożarcie.
- Jest młoda i ambitna, ale nie idzie to w parze z wiedzą. Zwątpiłem w demokrację - komentuje działacz PO. - Pomógł jej szczęśliwy zbieg okoliczności. Po wybuchu konfliktu w partii cała moc frakcji antypalikotowej poszła na pomoc Gąsior.
- Konflikt w lubelskiej Platformie jest już zażegnany - zapewnia Gąsior-Marek. - Szanuję posła Palikota i wiem, ze może dużo zrobić dla regionu. Chcę współpracować z każdym kto będzie działał na rzecz Lubelszczyzny.
Piątek daje odpór krytyce partyjnej koleżanki. - Wbrew opiniom zazdrośników, to osoba utalentowana. Poznałem ją przed kampanią samorządową. Miała potężną energię i zdolność do osiągania celu. Widziałem trochę siebie sprzed kilkunastu lat - opowiada. - Nawet jeśli nie ma wszystkich umiejętności to chce zdobywać wiedzę. Jeśli woda sodowa jej nie odbije, to będzie pracowała z pożytkiem dla Lubelszczyzny.
- Wyborcy już raz obdarzyli mnie zaufaniem, wiedzieli ile mam lat. Przez cały czas pracy w Radzie Miasta zdobywałam doświadczenie i praktyczne umiejętności. Zrobię wszystko, żeby nie zawieść ich zaufania. Czeka mnie dużo pracy i nauki - zaznacza świeżo wybrana posłanka.
Na przedwyborczej konferencji prasowej, zalety młodej radnej chwalił Jacek Sobczak, wicemarszałek województwa i Piątek. Ten drugi stwierdził, że Gąsior-Marek może być ministrem. Dziennikarze podchwycili: - W jakim ministerstwie?
- Np. rozwoju regionalnego - odparła bez zastanowienia 24-letnia kandydatka. Cała sytuacja wraca w anegdotach chętnie powtarzanych przez przeciwników młodej posłanki.
Sama zainteresowana tak to teraz komentuje - Jeśli wyborcy i ja uznamy, że powinnam kontynuować karierę polityczną w kolejnych kadencjach Sejmu, to może kiedyś zostanę ministrem. Uważam jednak, że na Lubelszczyźnie jest wiele osób o dużo większym doświadczeniu i kompetencjach do sprawowania funkcji ministerialnych.
Reklama













Komentarze