Reklama
Zaostrzyli protest (wideo)
Do załogi Cukrowni \"Lublin” strajkującej od 42 dni, a od dwóch tygodni okupującej zakład, dołączyła dziś grupa 50 plantatorów
- 21.01.2008 18:15
z Lubelszczyzny. Zostaną tam dopóty, dopóki zarząd Krajowej Spółki Cukrowej nie odwoła swojej decyzji o likwidacji cukrowni.
- Cukrownia \"Lublin” przyjmuje buraki od ok. 4 tys. plantatorów z naszego regionu - mówi Adam Bork, prezes Związku Plantatorów Buraka Cukrowego w Lublinie. - Jej zamknięcie spowoduje, że ci wszyscy ludzie stracą podstawowe źródło utrzymania. Dlatego postanowiliśmy dołączyć do protestujących cukrowników. Zamknięcie cukrowni to tragedia także dla nas.
- Idzie czas siewów, musimy jakoś zaplanować nasze uprawy - dodaje Wojciech Kałużny, szef Wojewódzkiego Związku Plantatorów. - A w tej chwili wszystko stanęło pod znakiem zapytania. Cała nasza wieloletnia praca może pójść na marne.
Tymczasem na jutro ministerstwo skarbu zapowiedziało zajęcie stanowiska w sprawie Cukrowni \"Lublin”.
- Ono może być tylko jedno: \"Lublin” będzie dalej produkować cukier - mówi Artur Kotyra, przewodniczący Komitetu Obrony Cukrowni. - I dopóki taka decyzja nie zapadnie, nikogo nie wpuścimy do naszej cukrowni. Pewnie, że już jesteśmy zmęczeni tą walką. Ale ducha nie tracimy.
Takie pytanie stawiają plantatorzy buraków, którzy dziś dołączyli do pracowników okupujących Cukrownię Lublin.
Ja już swoje w życiu przeszedłem. Najpierw sprywatyzowali cukrownię w Garbowie, do której odstawiałem buraki. A potem tę cukrownię zrównali z ziemią. Boję się, że taki sam marny los czeka zakład w Lublinie. Prawie połowa moich dochodów z gospodarki pochodzi ze sprzedaży buraków. Nie będzie cukrowni, nie będzie pieniędzy. A kredyty trzeba spłacać. Żeby się nie okazało, że na tym zamknięciu najwięcej zarobią komornicy.
Moi dwaj bracia zostawili gospodarkę i wyjechali w świat. A ja skończyłem administrację na UMCS i zamiast urzędnikiem postanowiłem zostać rolnikiem z prawdziwego zdarzenia, jak moi rodzice. Bo kocham tę pracę, kocham wieś. Moje gospodarstwo liczy w sumie 25 ha, na 5 ha uprawiam buraki. Dobry cukier wychodzi z tych buraków. I nie można tego zniszczyć. Bo zniszczy się w ten sposób sens naszej nielekkiej pracy.
Mam żonę i czworo dzieci - najmłodsze 3 lata. Buraki uprawiamy na 8 ha. To najważniejsza uprawa w naszym gospodarstwie, z tego żyjemy. Koszty liczymy z ołówkiem w ręku, bo każda złotówka jest ważna, żeby zarobić na chleb. Obiecują nam, że jak zamkną \"Lublin”, to buraki będziemy odstawiać do Krasnegostawu. To dużo dalej, więc i koszty będą wyższe. Tak czy inaczej kolejny raz dostaniemy po głowie.
Przeżyłem już zamknięcie Cukrowni \"Opole”, która przyjmowała moje buraki. A teraz \"Lublin”... Nie spodziewałem się tego w najgorszych snach. Syn poszedł specjalnie studiować na Akademię Rolniczą, żeby przejąć i rozwijać gospodarstwo. I co mu teraz powiem? Żeby się przekwalifikował? Dlatego przyjechałem do Lublina protestować. I nie wyjadę, dopóki się nie dowiem, że bycie rolnikiem ma jeszcze jakiś sens.
Reklama
Komentarze