Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
Reklama

Tomasz z bagien cudem ocalony

Ratownicy w ostatniej chwili wyciągnęli Tomasza A. z bagna. Była ciemna noc, osłabiony mężczyzna powoli tonął w leśnym trzęsawisku.
We wtorek po godz. 22 Ewa A. ze wsi Wólka Łózecka w powiecie bialskim powiadomiła policję, że jej mąż Tomasz nie wrócił do domu. Wyszedł około godz. 15, by sprawdzić na oddalonej o 3 km łące, czy rosnące tam drzewo nadaje się do wycinki. Mijały godziny, męża nie było. Policjanci natychmiast zarządzili akcją poszukiwawczą. Razem ze strażakami z trzech ochotniczych jednostek przeczesywali okolicę. Do działań włączyli się także spontanicznie okoliczni mieszkańcy. Na ratunek zaginionemu ruszyła też operacyjna grupa ratowniczo-poszukiwawcza OSP z Drelowa z owczarkiem Bero. Tomasz Bieniek, przewodnik psa tropiącego, opowiada: - Najpierw przeszukaliśmy zabudowania zaginionego, ale nie znaleźliśmy gospodarza. Pojechaliśmy więc w kierunku 800-hektarowego lasu z licznymi mokradłami. W lesie, kiedy Bieniek zakładał owczarkowi Bero specjalną uprząż-kamizelkę, szef grupy ratowniczej Zygmunt Szabaciuk usłyszał niewyraźne odgłosy z bagna. - Początkowo sądziliśmy, że to jakiś zwierz - wspomina Bieniek. - Sprawdziliśmy i okazało się, że to głos wycieńczonego człowieka. Sześciu naszych chłopaków ruszyło przez bagno na ratunek. Gubili buty w błotnistej mazi. Ale po stu metrach dotarli do poszkodowanego. Tkwił w bagnie po pas. Trzęsawisko powoli go pochłaniało. Wyciągnęliśmy człowieka. Był przytomny, ale bardzo osłabiony. Na pewno nie przeżyłby zimnej nocy. Uratowanego od pewnej śmierci Tomasza A. przewieziono do Szpitala Powiatowego w Międzyrzecu Podlaskim. Tam dochodzi do zdrowia. - Jesteśmy bardzo wdzięczni strażakom, policji i wszystkim ludziom, którzy poszukiwali mojego męża. Wielu z nich przybiegło nawet z sąsiednich wsi - nie kryje wzruszenia pani Ewa. Kiedy mąż powróci do zdrowia, podziękuje im osobiście. Teraz nie jest w stanie rozmawiać. Znajduje się w szoku. - Na pewno Tadeusz wyjdzie z tego cało. A z córką prosiliśmy go we wtorek po południu, żeby nie szedł na łąkę - mówi teściowa uratowanego, Genowefa Z.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama