Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Mężczyzna znika zza lady

Rozmowa DNIA z Ireneuszem Kozakiem, współwłaścicielem likwidowanego sklepu kosmetycznego przy Narutowicza 52
- W czerwcu minęłoby 20 lat. Wspólnie z żoną otworzyliśmy ten sklep w 1988 roku. - W tamtych czasach nie było zbyt wielu towarów. Pamiętam, że znajomy z zachodniej Polski, spod Poznania, miał wtedy różne rzeczy z importu. Jak przywoziliśmy je tutaj, to wszystko znikało w ciągu jednego-dwóch dni. Np. jak pojawił się Ajax do czyszczenia, sprzedawany jeszcze w puszkach, wtedy kompletnie u nas nieznany, to w ciągu jednego dnia schodziło 100 sztuk. To były zupełnie inne czasy dla handlu. Po pierwsze, nie było tylu sklepów, po drugie, ludzie mieli głód towaru. Pamiętam, jak dzień przed Bożym Narodzeniem obsługiwaliśmy w trzy osoby i było ciężko się wyrobić, klienci potrafili nas trzymać w sklepie do godz. 20. Albo jak jeździliśmy do ówczesnych hurtowni. Hurtowni, to za dużo powiedziane, to prostu było pomieszczenie, gdzie na drewnianych stołach leżał towar. W każdym razie płaciliśmy w takiej hurtowni 20 milionów i mieliśmy tyle towaru, że trzeba było go wozić 5-6 razy dużym fiatem z przyczepką. Teraz za 2 tysiące kupuję tyle, że zmieści mi się w jednym kartonowym pudle. - Ostatni dobry rok był dziesięć lat temu. Jeszcze były przyzwoite obroty. Natomiast ostatnie trzy miesiące były już dramatyczne, dlatego wyprzedajemy towar i likwidujemy sklep. Będziemy handlować do końca kwietnia. W zasadzie powinniśmy zdecydować się na ten krok trzy lata temu, ale odwlekaliśmy, bo, wiadomo, sentyment. No i zawsze człowiek myśli, że może będzie lepiej. I klientów żal. Przez tyle lat poznaliśmy ich sporą grupę. Zresztą, oni też nam mówią, że będzie nas brakowało. - Jeszcze nie wiem, mam kilka propozycji od znajomych. Wiem na pewno, że już nie będę się zajmował handlem.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama