Reklama
Nikt z byłych więźniów nie odmówił przyjazdu
Trzy pytania do Marka Bema, dyrektora Muzeum Pojezierza Łęczyńsko-Włodawskiego
- 13.04.2008 17:44
• Jak się panu udało zaprosić do Polski byłych więźniów niemieckiego obozu zagłady w Sobiborze mieszkających obecnie w USA, Izraelu, Australii i Holandii?
- Osobiście niemal wszystkich odwiedziłem. I namawiałem, aby wybrali się w podróż do Polski na Dzień Pamięci o Holocauście i Przeciwdziałania Zbrodniom Przeciwko Ludzkości. Co ciekawe - nikt mi nie odmówił. Dopiero później dwie osoby wycofały się z uwagi na stan zdrowia. Ostatecznie spośród czternastu żyjących świadków przyjedzie siedmiu. W poniedziałek przywitam ich na warszawskim Okęciu.
- Nic podobnego. Chyba udało mi się ich przekonać, że powinni wrócić do Sobiboru, ale nie po to, by jeszcze raz zmierzyć się z tragiczną przeszłością. Teren dawnego obozu to dziś przecież pomnik wystawiony również im. Ci ludzie są nie tylko świadkami, ale i żywymi symbolami walki o przetrwanie.
• Szczególnie w Sobiborze ci ludzie będą potrzebowali odrobiny prywatności...
- Na pewno o to zadbamy. Otoczymy ich jak najserdeczniejszą opieką. Nie będzie żadnych mównic, mikrofonów czy prezydialnych stołów. Przewidzieliśmy jedynie kameralne spotkania, głównie z młodzieżą. Przewiduję, że w miejscu, w którym nasi goście przeżyli największy koszmar swojego życia, będą chcieli podzielić się swoimi wspomnieniami z innymi. Wszystko, co usłyszymy, zapamiętamy i spiszemy.
Reklama
Komentarze