Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
Reklama

Jakub Cieciura ponownie błysnął strzeleckim instynktem

Jedna bramka, cztery żółte kartki, kontuzje, boiskowe przepychanki oraz dźwięk trzeszczących kości.
Na pozór w spotkaniu Stali i Hetmana było wszystko, czego zwyczajowo można oczekiwać po regionalnej rywalizacji. Szkoda tylko, że więcej było w tym czwartoligowej kopaniny niż pięknej gry w piłkę. Poniatowianie rozpoczęli z dużym respektem dla rywala. W efekcie po ich zagraniach piłka najczęściej lądowała na trybunach, a grający wysokim pressingiem zamościanie szybko zdominowali środek pola i zaczęli stwarzać sobie sytuacje podbramkowe. W 24 min po akcji lewą stroną boiska bliski powodzenia był Marek Piotrowicz, jednak piłka, uderzona z dużego kąta, o centymetry minęła słupek. W dodatku z zamknięciem akcji nie nadążył Rafał Turczyn. Po chwili z 13 metrów strzelał niecelnie Przemysław Kita. W kolejnej akcji Hetmana do bardzo niepewnie grającego bramkarza Stali Huberta Lipczyńskiego, pełną gębą uśmiechnęło się szczęście. Piłka po strzale głową Andrzeja Wachowicza musnęła poprzeczkę, a stojący na długim słupku Serge Kiema nie zdołał skierować jej do siatki. W 45 min po zderzeniu z Rafałem Szczawińskim Przemysław Kita, z wybitym barkiem udał się do szpitala. Niestety, zagubiony arbiter Grzegorz Wnuk pozwolił, aby niezdrowe emocje wzięły górę. W chwilę później szukający rewanżu za faul na Kicie, gracze Hetmana wywołali boiskową przepychankę. Również po zmianie stron, przy ostrzejszym wejściu zawodnicy skakali sobie do oczu. W 50 min Marek Piotrowicz dokładnie dorzucił piłkę z rzutu rożnego, a Jakub Cieciura piękną główką posłał ją pod poprzeczkę bramki Stali. Siedem minut później jedenastka Marka Maciejewskiego mogła wyrównać po katastrofalnym błędzie Jakuba Skrzypca, który przy próbie piąstkowania nie pocelował w piłkę. Łukasz Stręciwilk nie potrafił jednak z 10 metrów skierować futbolówki do pustej bramki. W 86 min Wojciech Wolański do spółki z Wachowiczem sprezentował Stali kolejny podarunek. Jednak Dariusz Osuch z 5 metrów posłał piłkę obok słupka. Końcowy gwizdek oba zespoły przyjęły z widoczną ulgą.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama