Na dom dziecka milionów nie było
Skrytka zamożnej lublinianki kryła osobiste dokumenty, listy i pamiątki. - Nie jestem zawiedziony - mówi dyrektor domu dziecka. Wcześniej wychowankowie dostali w spadku od tej kobiety stumetrowe mieszkanie.
- 23.01.2009 18:34
Otwarcie skrytki zaplanowano na środę, ale całą operację trzeba było przełożyć, by skompletować odpowiednią komisję. Wczoraj osiem osób było przy otwarciu depozytu w oddziale Banku Pekao SA przy ul. Królewskiej, który nawet specjalnie wzmocnił ochronę. Przeglądanie zawartości skrzynki zajęło kilka godzin.
- Były to stare dokumenty i osobiste pamiątki - mówi Piotr Polkowski, dyrektor Domu Dziecka im. Ewy Szelburg-Zarembiny. To właśnie jego placówce zamożna lublinianka, która nie miała najbliższej rodziny postanowiła zapisać swój majątek. W taki sposób Dom Dziecka otrzymał stumetrowe mieszkanie w śródmieściu Lublina. Zamieszka tam sześciu wychowanków jego placówki, którzy skończyli 14 lat. Będą sami sobie prać, gotować, robić zakupy. Mają się tu nauczyć samodzielności.
- Ten wyjątkowy gest dodał nam skrzydeł. Spotykamy się z wielką przychylnością władz miasta. Chcemy teraz sami kupić drugie takie mieszkanie, by w jednym mieszkały dziewczęta, a w drugim chłopcy. Mam nadzieję, że w kwietniu wprowadzą się tam nasi wychowankowie - dodaje dyrektor. Wcześniej magistrat będzie musiał znaleźć pieniądze na dodatkowe etaty dla wychowawców, którzy mają czuwać nad młodymi ludźmi w nowym mieszkaniu.
Dyrektor Polkowski zastanawia się teraz nad tym, w jaki sposób uhonorować zmarłą kobietę. - Będziemy chcieli odnaleźć jej grób, być może dobrze byłoby umieścić jakąś dodatkową informację przy jej nagrobku, być może wmurować na budynku jakąś tablicę pamiątkową.
Reklama
Komentarze