Dożywocie dla 22-latka. \"Nie wierzę, że zabił sam\"
Morderca Pawła wysłuchał w środę wyroku ze wzrokiem wbitym w podłogę. – Dożywocie to sprawiedliwa kara – mówią przyjaciele zamordowanego. Lecz matka ofiary jest przekonana, że nie osądzono wszystkich sprawców zbrodni.
- 09.12.2009 20:33
– Krzysiu, Krzysiu, może chcesz kisielku – krzyczała zrozpaczona matka Pawła do zabójcy wprowadzanego do sądu. To była gorzka ironia. Tak kiedyś Anna Marzęda mówiła do Krzysztofa P., zanim zabił jej syna. Traktowała go jak członka rodziny, często karmiła.
Kilka minut później 22-letni oskarżony usłyszał wyrok: dożywocie. To najwyższa kara w polskim prawie. Krzysztof P. będzie mógł starać się o zwolnienie warunkowe po odsiedzeniu 30 lat. Ma też zapłacić 80 tys. zł zadośćuczynienia rodzinie zabitego.
Skazany przyjął wyrok z kamienną twarzą, bez słowa, bez emocji.
Koniec sprawy? Matka Pawła nie czuje ulgi. Nie wierzy, że Krzysztof P. zabił sam.
– Musiał mieć pomocników – uważa kobieta.
– My, przyjaciele i znajomi Pawła, uważamy, że tego zabójstwa nie była w stanie dokonać tylko jedna osoba – przyznaje ze łzami w oczach Ewa Grabek, znajoma Marzędów.
Paweł Marzęda, inżynier elektronik zajmował się naprawami skomplikowanych autoalarmów. W lutym 2007 roku zatrudnił Krzysztofa P. Dlaczego ten postanowił zabić? Wczoraj sąd nic o motywie zbrodni nie wspomniał. Prokuratura uważa, że Krzysztof P. chciał przejąć interesy i klientów Pawła. – Przecież nie miał ułamka tej wiedzy, co syn – dziwią się Marzędowie.
Do zabójstwa doszło 6 lipca 2007 roku. W warsztacie byli wtedy we dwóch: on i Paweł. Zaatakował młotkiem. Owinął jeszcze żyjącego kocem. Zawiózł do lasu i zakopał w upatrzonym wcześniej miejscu.
Krzysztof P. pękł po kilku dniach przesłuchań. Wskazał miejsce ukrycia zwłok. Szedł jednak w zaparte: Pawła zabił młotkiem ich wspólny kolega. On tylko widział zbrodnię. Ze strachu pomógł w zakopywaniu ciała. – To trzeba włożyć pomiędzy bajki – mówiła w uzasadnieniu wyroku sędzia Anna Folwarczna. – Po zabójstwie nie był zestresowany. Z SMS-ów, które wysyłał do swej dziewczyny, wiemy, że był w doskonałym nastroju. Pisał, że dzień spędził \"lajtowo”.
Tuż po zabójstwie do aresztu trafiło dwóch kolegów Pawła. Obciążał ich Krzysztof P. Wyszli na wolność po półtora roku. Mieli alibi.
– Nadal prowadzimy śledztwo. Czekamy na wyniki ekspertyz. Chcemy wyjaśnić, czy te bądź jeszcze inne osoby podżegały bądź pomagały w zabójstwie – mówi Beata Syk-Jankowska z prokuratury Okręgowej w Lublinie.
Po zabójstwie przez Lubartów przeszedł marsz milczenia. Znajomi Pawła pikietowali przed sądem w czasie pierwszej rozprawy. W środę przyszli na ogłoszenie wyroku.
– Oczekujemy wyjaśnienia sprawy do końca i schwytania wszystkich winnych tej zbrodni – mówili.
Wyrok nie jest prawomocny.
Powiązane galerie zdjęć:
Reklama
Komentarze