Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Jak firmy farmaceutyczne sponsorowały lubelskim lekarzom zagraniczne wycieczki

Lekarze z lubelskiego szpitala jeździli po świecie za pieniądze firm farmaceutycznych. A potem zasiadali w komisjach przetargowych. Przetargi na dostawy leków i sprzętu wygrywali sponsorzy ich wyjazdów - wynika z raportu NIK.
O kontroli NIK, która wykazała, na jakich zasadach lekarze z 13 polskich szpitali jeździli na konferencje sponsorowane przez producentów leków i sprzętu medycznego, napisała wczoraj \"Rzeczpospolita”. Dotarliśmy do szczegółów raportu, który izba opublikuje lada dzień. Kontrolerzy przyłapali na fatalnych praktykach m.in. lekarzy z PSK nr 1 w Lublinie. W latach 2006–2008 aż 97 medyków ze szpitala przy ul. Staszica pojechało na 274 zagraniczne szkolenia. Firmy produkujące lub dostarczające leki oraz sponsorzy badań zapłacili przynajmniej za 120 takich kursów. Okazało się, że dwóch lekarzy, którzy byli na darmowych konferencjach, zasiadało potem w komisjach przetargowych, decydujących o dostawach sprzętu i leków dla szpitala. Przetarg na dostawę wartego ok. 1 mln zł sprzętu do badań kardiologicznych i zabiegów wewnątrznaczyniowych dla PSK 1 wygrała firma, która sponsorowała w 2006 i 2008 roku dwa wyjazdy na sympozja naukowe członkowi komisji. To nie wszystko. Dostawcę leków w czterech przetargach wybierał m.in. lekarz, który był w Niemczech i USA na koszt jednej z dwóch startujących w przetargu firm. Korzystał również z wyjazdów zagranicznych sponsorowanych przez drugą z ubiegających się o zlecenie firm, a podczas badań klinicznych sprawdzał produkt jednej z nich. – Lekarze złożyli oświadczenie, że nie ma konfliktu interesów i mogą zasiadać w komisjach przetargowych. To może budzić wątpliwości, czy byli bezstronni. Złożyliśmy więc zawiadomienie do prokuratury – mówi Paweł Biedziak, rzecznik NIK. Beata Syk–Jankowska, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie, nie potwierdziła nam wczoraj tej informacji. O sprawie wie już za to przełożony medyków. – Zachowanie lekarzy było naganne. Kiedy dowiedzieli się, kto startuje w przetargu, powinni byli zrezygnować z zasiadania w komisji – ocenia Adam Borowicz, dyrektor Szpitala Klinicznego nr 1. – Ale konsekwencje wobec tych lekarzy mogę wyciągnąć dopiero po wyroku sądu – dodaje. Co zrobić, żeby w przyszłości ograniczyć takie sytuacje? – Każdy, kto jedzie na urlop szkoleniowy, musi mnie informować, gdzie jedzie i kto finansuje ten wyjazd. To mi ułatwia formowanie składu komisji przetargowych – mówi dyrektor. – Ale na urlopie bezpłatnym lub wypoczynkowym lekarze mogą robić, co chcą.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama