Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Nie posiedzą za sprzedaż dopalaczy. Sąd umorzył sprawę

Handel dopalaczami nie jest przestępstwem. Do takich wniosków doszedł sąd, umarzając sprawę pary, która sprzedawała szkodliwe substancje. Po ich zażyciu co najmniej dwie osoby trafiły do szpitala.
Nie posiedzą za sprzedaż dopalaczy. Sąd umorzył sprawę
- Na opakowaniach jest wyraźne ostrzeżenie, że substancje te nie nadają się do spożycia. Nie należy wyciągać ich z saszetki - wyjaśniał w piątek sędzia Artur Jakubanis, uzasadniając swoje rozstrzygniecie z 5 grudnia. Umorzył wówczas sprawę Jakuba G. i Patrycji M., oskarżonych o handel dopalaczami w sklepie przy ul. Furmańskiej. Prokuratura zarzuciła parze sprowadzenie niebezpieczeństwa dla życia lub zdrowia wielu osób. Zdaniem sądu przepis, na który powołali się śledczy jest niewłaściwy.

- Dotyczy on handlujących środkami do spożycia, jak żywność i leki - wyjaśniał sędzia Jakubanis. - Tymczasem substancje zastępcze (dopalacze - red.) nimi nie są. To nie środki farmaceutyczne.

Zdaniem sądu, nie ulega wątpliwości, że sklepie Hindupoint sprzedawano dopalacze, w tym tzw. "Cząstkę Boga”. Jakub G. prowadził firmę, a Patrycja M. była ekspedientką. Klienci, którzy kupili szkodliwe środki poczęstowali nimi swoich znajomych. Dwoje z nich zatruło się i trafiło do szpitala. Sąd zwrócił uwagę, że nie dostali oni dopalaczy od Jakuba G. i Patrycji M.

- Nie można się tu dopatrzyć bezpośredniego wpływu oskarżonych i spowodowania zagrożenia zdrowia - ocenił sędzia Jakubanis.

Według sądu proceder, jaki uprawiali oskarżeni nie jest przestępstwem. O dopalaczach, czyli tzw. środkach zastępczych mówi co prawda ustawa o przeciwdziałaniu narkomanii. Nie precyzuje ona jednak konkretnych sankcji za handel nimi. Sąd zwrócił uwagę, że w grę wchodzą jedynie kary administracyjne, a więc te, nakładane przez sanepid.

Sklep przy ul. Furmańskiej był kilka razy zamykany przez służby sanitarne. Handlowano w nim m.in. środkami, w skład których wchodzą substancje: UR-144 i pentedron. Mają one silne działanie psychoaktywne. Są groźne dla życia. Mocno działają na układ nerwowy.

Umorzenia sprawy domagał się obrońca oskarżonych. Złożył w tej sprawie obszerny wniosek. Tłumaczył m.in., że zarzut dotyczący zagrożenia zdrowia wielu osób jest chybiony. Ucierpiały bowiem tylko dwie osoby. Poza tym Jakub G. nie mógł podejmować żadnych decyzji w firmie, bo był wcześniej karany. Sąd uznał te argumenty za nieistotne.
Nie wiadomo jeszcze, czy śledczy złożą apelację.

- Analizujemy uzasadnienie i w najbliższym czasie podejmiemy stosowną decyzję - zapowiada Justyna Rutkowska-Skowronek, szefowa prokuratury Rejonowej Lublin Południe.

Oskarżonym w tej sprawie groziło do 8 lat więzienia.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama