Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

O wożeniu filmów do lasu

Rozmowa z Piotrem Kotowskim, rektorem Letniej Akademii Filmowej
• Policzyłam, w programie LAF są 244 filmy. Widział je pan wszystkie? – Większość po to sprowadzam do Zwierzyńca, żeby spokojnie obejrzeć. Ale oczywiście nie będę miał na to czasu… • Ale coś może pan polecić? – W ubiegłym roku pokazywaliśmy kino z Republiki Południowej Afryki. W tym kontynuujemy odkrywanie filmowej północnej Afryki, której twórcy coraz częściej są na najważniejszych festiwalach filmowych. Cały cykl \"Karawana z Maghrebu” to ze 40 tytułów, jeśli ktoś musi wybrać: polecam \"Czarną Wenus” czy \"Tajemnice ziarna” lub to, co nakręcił Rachid Bouchareb. • LAF trwa od 5 do 15 sierpnia, program tak jest ułożony, że w weekendy są ciekawsze projekcje? Zwykle tak jest na festiwalach. – Zwierzyniec rządzi się innymi prawami. Przewija się przez miasteczko kilka tysięcy osób, wszyscy mają szansę na dobre filmy. Pokazujemy je w czterech salach i w plenerze w amfiteatrze. • Oj, komary… – Bez względu na miejsce są. Może bardziej się zainteresują świecącym ekranem niż widzami. W tym roku nie ma nocnych projekcji w browarze, są w amfiteatrze. • To 12 edycja akademii, impreza jeszcze się rozwija? – Zwierzyniec robi się za ciasny, a mamy imperialne zapędy. Chcemy uruchomić w przyszłym roku kolejne miejsce projekcji. Jest potrzebne, bo w tegorocznym programie zabrakło miejsca na 30–40 tytułów. Szacując, że widz da radę przeżyć 6 seansów dziennie… • Ale nadal nic hollywoodzkiego w Zwierzyńcu nie ma i nie będzie? – Może coś z amerykańskich produkcji się przemknęło i w tym roku. Nowy Woody Allen jest, jeśli można go uznać, za przedstawiciela tamtego kina. Rozmawiała agdy

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama