Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Pożar w mieszkaniu znanego malarza. Gospodarz walczy o życie

W środę tuż po godzinie 23 stanęło w ogniu mieszkanie na drugim piętrze budynku przy ul. 11 Listopada.
Pożar w mieszkaniu znanego malarza. Gospodarz walczy o życie
W objętym pożarem mieszkaniu temperatura była tak wysoka, że ze ścian i sufitu posypały się tynki (J
Gospodarz, który próbował stłumić pożar, z rozległymi poparzeniami ciała i dróg oddechowych trafił na oddział poparzeń szpitala w Łęcznej. Dwóch kolejnych pogorzelców na pomoc czekało już na parapecie. Poszkodowany to znany chełmski malarz Bogusław Grabarczuk. Kiedy pojawił się dym, 85-letni mężczyzna zapukał do sąsiadów. – On myślał, że pali się u kogoś innego – mówi mieszkająca vis a vis Katarzyna Brzoza. – Poszłam razem z nim do jego mieszkania. Nie było w nim już światła. Najpierw sprawdziłam kuchnię. Dopiero w pokoju zauważyłam dym pod sufitem. Zwróciłam też uwagę na leżącą na fotelu elektryczną poduszkę. Kiedy ją podniosłam, buchnął w górę płomień. Pani Kasia próbowała ugasić ogień, ale nie dała rady. Zawołała gospodarza, aby czym prędzej uciekał z nią z zagrożonego mieszkania. W końcu, w gęstniejącym dymie, straciła go z oczu. Usłyszała tylko, jak upadł na podłogę. Wezwani przez panią Katarzynę strażacy dotarli na miejsce niemal natychmiast. Jeden z nich jeszcze bez maski tlenowej wszedł do środka, zlokalizował i wyciągnął 85-latka. Jego koledzy podali mu tlen, po czym poparzonym mężczyzną zajął się lekarz. W sumie z klatki schodowej trzeba było ewakuować 13 osób. Pięciu lokatorów potrzebowało pomocy lekarskiej. Dwóch przewieziono do szpitala. Poza jedną rodziną i pogorzelcem, wszystkie pozostałe mogły jeszcze tej samej nocy wrócić do swoich mieszkań. – Kiedy strażacy przyjechali na miejsce, dwóch lokatorów z mieszkania znajdującego się bezpośrednio ponad płonącym lokalem czekało na pomoc siedząc na parapecie – mówi Tomasz Ważny, rzecznik chełmskich strażaków. – Na domiar złego nasz samochód z drabiną nie mógł do nich podjechać. W końcu strażacy w maskach przedarli się przez dym, narzucili dwójce mieszkańców mokre ręczniki na głowy i bezpiecznie sprowadzili ich na dół. Strażacy wstępnie ustalili, że przyczyną pożaru było zwarcie instalacji elektrycznej, a jego źródłem elektryczna poduszka. Wyrządzone przez ogień straty wycenili na 40 tys. zł. Jeden z pokoi wypalił się doszczętnie. Temperatura była tak wysoka, że z sufitu i ścian odpadły tynki, a strop do tego stopnia się zdeformował, że przedstawiciel nadzoru budowlanego nie pozwolił lokatorom mieszkającym piętro wyżej wrócić do swojego lokalu. Po kłopotach z dojazdem do pożaru strażacy zamierzają zwrócić uwag władzom miasta, że układ komunikacyjne w rejonie budynku, w którym wybuchł pożar w dużym stopniu utrudniał akcję ratunkową.

Podziel się
Oceń

Komentarze

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama