Pasażerowie busów przy ul. Ruskiej mają miesiąc spokoju
Przewoźnicy z dworca przy Ruskiej nie będą musieli przez miesiąc płacić nowemu dzierżawcy. Stary, który nie chce oddać miastu ziemi, zawarł z nimi roczne umowy.
- 05.11.2012 18:28

Sprawa jest poważna, bo przewoźnicy bez umów na korzystanie z przystanku mogą tracić zezwolenia na kursy. Umowy, owszem, mają. – Zostały podpisane w październiku, na rok – przyznaje Zbigniew Młyniec, szef Stowarzyszenia Prywatnego Transportu Samochodowego \"Bus”. Tyle że dokumenty dała im do podpisu Lubelska Fundacja Odnowy Zabytków, która od czwartku nie ma już praw do dworca.
Miejski teren fundacja dzierżawiła przez lata, ale dzierżawa wygasła z końcem października, a Ratusz postanowił jej nie przedłużać i powierzył grunt Miejskiej Korporacji Komunikacyjnej, spółce-córce MPK Lublin. Fundacja oddała teren przy Ruskiej, ale nie cały. Dworca oddać nie chce.
Umowy z fundacją mogą nie wystarczyć do utrzymania w mocy zezwoleń na kursy.
W poniedziałek MKK zadeklarowała, że pomoże przewoźnikom wyplątać się z umowy z LFOZ. – Przez pierwszy miesiąc nie będziemy pobierać od nich opłat – zapewnia Janusz Wilk, prezes MKK. – Jeśli później przewoźnicy będą chcieli płacić fundacji, to ich sprawa.
LFOZ uzależnia zwrot dworca od zapłaty przez miasto 360 tys. zł, które – jak twierdzi – zainwestowała w urządzenie terenu. Miasto odpowiada: żądania są niesłuszne, jeśli fundacja uważa inaczej, może iść do sądu, ale i tak do końca miesiąca musi oddać grunt.
Co więcej, przewoźnicy mają podejrzenia, że to nie fundacja, ale oni sami sfinansowali dworzec. W umowach podpisywanych przez LFOZ z właścicielami busów, w 1998 r., gdy dworzec powstawał, znalazł się zapis, że stowarzyszenie przekaże darowiznę na urządzenie terenu. A \"osoby niebędące darczyńcami” musiały wpłacić jednorazowo 4500 zł. – Nie wiemy, czy te pieniądze zostały przeznaczone na ten konkretny plac – dodaje Młyniec.
Reklama

Komentarze